Lailah chętnie została z nami na kolacji, prosząc o herbatę, którą Sorey od razu poszedł przygotować, robią przy okazji gorącą czekoladę naszym dzieciom, które od razu o nią poprosiły, ja sam natomiast nic pić nie chciałem, byłem najedzony i zapełniony, dzięki czemu nic już nie było mi do życia potrzebne.
Sorey przyniósł herbatę dla kobiety i dwie może nie do końca gorąca czekolady, tak aby dzieci od razu mogły się ich napić.
Maluchy bawiły się ze sobą na dywanie, wciągając do zabawy tatę, który był w tym najlepszy, trochę myśląc i czasem nawet zachowując się jak te dzieci, dzięki czemu maluchy bawiły się z nim najlepiej, gdy ja omawiałem pewne sprawy z naszym gościem, poruszając temat kobiety, która uprowadziła naszą córkę, a która jak się okazało, w zamku już nie pracuje. Królowa bardzo zdenerwowała się z powodu jej zachowania, nie pozwalając już więcej u niej pracować. Czy popieram to, co się stało? No nie do końca, kobieta najwidoczniej bardzo potrzebowała kogoś, kogo może pokochać. A, że nie miała tej miłości, to spróbowała poszukać jej gdzie indziej. Szkoda tylko, że uprowadziła dziecko, a nie spróbowała znaleźć kogoś, kto by ją pokochał taką, jaka jest. Niektóre zachowania ludzi są bardzo dziwne, z powodu czego wpadając na jeszcze dziwniejsze pomysły, których nigdy chyba nie zrozumiem i nie wiem, czy zrozumieć bym nawet chciał.
Lailah opuściła nasz dom wieczorem, dziękując nam za gościnność, gdy tak naprawdę to my powinniśmy dziękować jej za to, że tak dobrze zajęła się maluchami, bo gdyby nie ona chyba nie bylibyśmy w stanie wyjść z domu bez dzieci, a do Merlina z nimi byśmy nie poszli, a więc z obiadu nic by nie wynikło.
-, No dobrze, pora spać moi drodzy - Zwróciłem się do maluchów, które już dawno powinny spać, ja wiem, że miały małą drzemkę, ale to pora na sen ileż mogą w końcu nie spać? Prawda.
- Ale my się chcemy bawić - Dzieciom nie spodobał się ten pomysł, robiąc to, czego robić nie miały, jak miło, że ktoś tu mnie słucha, mimo że wyrażam się chyba jasno.
- Daj im się jeszcze trochę pobawić - Sorey zwrócił się do mnie w imieniu dzieci, najwidoczniej nie przejmując się tym, że zaburzy to ich cały harmonogram. No i co ja z nimi mam?
- W porządku, byleby nie za długo - Zgodziłem się, zostawiając ich w salonie, aby posprzątać kubki i talerze po kolacji naszych dzieci.
- Potrzebujesz pomocy? - Sorey, który zauważył mnie w kuchni, od razu zwrócił się w moją stronę, tak jakbym sam nie był w stanie sobie poradzić.
- Nie spokojnie, ja sobie poradzę, a ty pilnuj dzieci, jak się już znudzą zabawą, zabierz je do kąpieli - Poprosiłem zajęty sprzątaniem, w międzyczasie myśląc o tym, co jutro zrobię na obiad, niby miałem sporo czasu, ale mimo to wolałem myśleć o tym wcześniej, aby później tylko zrobić, musząc jeszcze nakarmić zwierzaki, które miały już pusto w miseczkach nie tylko po jedzeniu, ale i po wodzie a tym trzeba było zająć się bezzwłocznie, przypominając sobie również o naszym piesku, który dziś nie wiele dostał, na szczecie miałem jeszcze mięso, które ugotowałem, chcąc zanieść je zwierzakowi.
- Dzieci już śpią - Usłyszałem, odwracając się w stronę męża.
- To dobrze, możemy odpocząć, zaniosę naszemu psu mięso i może pójdziemy już spać co ty na to? - Zaproponowałem, widząc po nim, że jest zmęczony, z resztą nie tylko on, chyba każdy z nas jest już zmęczony tym dniem, który dobrze, że dobiegł już końca.
<Pasterzyku? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz