Na jego słowa westchnąłem cicho, też bardzo chciałbym pójść na puszczanie lampionów, jak sięgam pamięcią do wspomnień, widok był niesamowity. Co prawda, nie wierzyłem w to, że wypuszczenie takiego lampionu sprawi, że zabierze wszystkie moje kłopoty, smutki i inne takie rzeczy, no ale Haru by się to spodobało. On lubił takie urocze głupotki, a ja bym tam poszedł dla samego widoku. Tylko, że tak nie do końca mogę. Jedno z nas musiało zostać, i z naszej dwójki wolałbym, bym to ja został. Nie, żebym bardzo chciał zostać, z miłą chęcią wyszedłbym gdzieś dalej, no chyba, że miałbym tutaj pracę, wtedy bym miałbym co tu robić i czas by mi szybciej mijał... ale kto mógł przewidzieć, że natkniemy się na małą kotkę już na samym początku naszego wypoczynku tu? Miałem kilka scenariuszy, które mogłyby nam popsuć plany, ale to były rzeczy typu pogoda, być może jakieś przeziębienie, wziąłem po uwagę to, że mogę spotkać kogoś, kogo nie lubię, no ale o kocie nie pomyślałem... muszę to wziąć pod uwagę przy następnym planowaniu. A teraz muzę dopilnować, by Haru udało się tu jak najwięcej pozwiedzać.
- No a co z Ametyst? Nie możemy jej zostawić samej – powiedziałem, zerkając na kicię, która oczywiście była na moich kolanach, chyba trochę zainteresowana zapachem krewetek, które właśnie jadłem. Mój panie, ten smak chodził za mną, odkąd tylko tu przyjechaliśmy. I kilka innych także. Miałem nadzieję, że po tym, jak Haru poznał smaki, będzie mi gotował więcej potraw z owocami morza. Nie narzekałbym.
- A może jednak możemy? Wieczorem się nią zaopiekujesz, uśpisz ją, położysz ją gdzieś, gdzie będzie bezpiecznie, i pójdziemy na godzinę, dwie... – zaproponował, ale jakoś tak nie byłem przekonany.
- A jak coś się jej stanie, jak nas nie będzie? Gdzieś utknie? Albo się nagle źle poczuje, albo będzie potrzebowała przytulenia, albo spanikuje, albo... – zacząłem, wymieniając wszystkie złe scenariusze, jakie wpadły mi do głowy, a ja do tego mam talent.
- Kochanie, spokojnie, nic takiego się nie wydarzy. Wiesz, nawet kotki muszą czasem zostawić swoje młode na jakiś czas. Muszą przecież coś upolować dla siebie, czyż nie? I jedyne, co mogą zrobić ze swoimi młodymi na ten czas, to zostawić je w bezpiecznym miejscu – wyjaśnił, i jego argumentacja była logiczna, nawet bardzo logiczna, no ale nie potrafiłem za bardzo jej do siebie dopuścić.
- Ale ona jest taka malutka... – zacząłem, drapiąc to maleństwo pod bródką.
- Da sobie radę przez te czas. Nie będzie nas tylko godzinkę. Może dwie – kontynuował, uśmiechając się do mnie ciepło. – Nie chciałbyś ze mną spędzić trochę czasu poza domem? I to jeszcze na święcie lampionów?
- No chciałbym...
- Więc jak będzie? – dopytał, na co cicho westchnąłem.
- Chyba możemy się tam udać razem – przyznałem w końcu, dalej drapiąc malutką pod bródką.
- Chodź tu do mnie – zaproponował, wyciągając ramiona w moją stronę, a ja bez wahania skorzystałem z zaproszenia. Stęskniłem się za nim, bardzo, nie było go cały dzień, chyba tak trochę miałem prawo... ale i tak mu o tym nie wspomnę, bo wtedy już w ogóle nie będzie chciał wyjść beze mnie. – Nic jej się nie stanie przez ten czas, tu jest bezpieczna – dodał, całując mnie w skroń.
- Wiem, wiem – westchnąłem cicho, przytulając małą do siebie. – Gdzie jutro się wybierasz? – zapytałem, ciekaw jego planów na jutrzejszy dzień. Skoro raz beze mnie wyszedł, to teraz powinien to robić codziennie, a ja będę się dla niego cieszyć, nawet jak mam później cały dzień za nim tęsknić i chodzić głodny.
<Piesku? c:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz