sobota, 3 sierpnia 2024

Od Daisuke CD Haru

 Nie odpowiedziałem mu na jego słowa wiedząc, że by mu się nie spodobały. To była prawda, że chciałem pójść na to święto, nawet jeżeli nie wierzyłem w przesądy związane z tymi lampionami, ale lubiłem widok puszczanych lampionów na tle wieczornego, purpurowego nieba. Dalej jednak nie wiem, czy to byłby taki dobry pomysł. Nie byłem pewien, czy nie uda mi się zepsuć mu tego wieczoru. Teraz może być wszystko w porządku, ale później...? Znów będę miał wrażenie, że wszyscy się na niego patrzą, i będą go chcieli. 
- Jeszcze wieczór ci popsuję – mruknąłem, nie będąc zbytnio optymistycznie nastawiony do jego pomysł. 
- Gwarantuję ci, że będzie niesamowicie. I nic nie popsujesz– obiecał mi, całując mnie w skroń. – Przyniosę ci śniadanie, co? Nic dzisiaj nie jadłeś – zaproponował, gładząc mnie po włosach. 
- Nie mam ochoty – przyznałem, nie mając wielkiej ochoty na jedzenie, przynajmniej mój umysł tak mi podpowiadał, żołądek z kolei mówił mi coś zupełnie odwrotnego. 
- Właśnie słyszę. Przyniosę ci – zarządził, po czym bez problemu zdjął mnie ze swoich kolan, jakbym nic nie ważył. Pomyśleć, że kiedyś to ja go tak potrafiłem nosić... 
Położyłem się na materacu, przytulając do siebie malutką kotkę, która wpatrywała się we mnie tymi wielkimi, fioletowymi oczkami. Zacząłem drażnić ją po brzuszku, co małej się nie podobało jakoś bardzo, wczepiła pazurki w moje palce i zaczęła je gryźć. Jej ząbki nie były jeszcze bardzo duże i ostre, dlatego w ogóle mnie to nie bolało. Pewnie jak już jej te kiełki wyrosną nie będzie to najprzyjemniejsza zabawa, ale czy mnie to przed czymkolwiek powstrzyma? Absolutnie nie. 
- Proszę. Omlet na pewno już trochę wystygł, ale dalej powinno być dobre – usłyszałem za sobą i już po chwili przed moim nosem pojawiła się taca z jedzeniem. 
- Nie odpuścisz mi, co? – spytałem, zerkając na Haru nie do końca zadowolony. Mówiłem mu, że nie mam ochoty na jedzenie, a on mnie oczywiście nie słuchał. Za to słuchał mojego brzucha. 
- Oczywiście, że nie. Muszę dbać o to, byś był zdrowy i najedzony – powiedział, uśmiechając się do mnie łagodnie. 
Nie do końca zadowolony z jego odpowiedzi odsunąłem dłoń od kotki i podniosłem się do siadu. Powoli zabrałem się do jedzenia, ale nie dlatego, że mi nie smakowało, a dlatego, że po naszej rozmowie nie miałem ochoty na jedzenie. Trochę wmusiłem w siebie ten posiłek, i to tylko dlatego, że Haru się we mnie wpatrywał z uwagą i czekał cierpliwie, dopóki nie zjem. W końcu cały omlet zniknął, a Haru, zadowolony, ucałował mnie w policzek i zabrał naczynia, by je umyć. 
Kiedy go nie było, zdecydowałem się przebrać. Do leżenia ten gorset nie był najwygodniejszy, a że Haru nie zwrócił na mnie w ogóle uwagi, to po co to noszę? Zamiast więc gorsetu założyłem luźną bluzkę na ramiączkach i krótkie spodnie, po czym wróciłem do Ametyst, by trochę się z nią pobawić, w końcu, aby prawidłowo się rozwijała, musi się także ruszać. Zacząłem także jednocześnie myśleć o tym festynie z lampionami. Chciałbym, by Haru miał z tego dobre wspomnienia, a po tym, jak się zachowałem dzisiaj, i reakcji męża trochę wątpić zacząłem, by był to dobry pomysł, byśmy dalej udali się tam razem. Wiedziałem, że mam problem z zazdrością, bo mam także problem z zaufaniem, w końcu zawsze uczony byłem, by ufać tylko sobie. Sadziłem, że już się tego pozbyłem, darząc Haru zaufaniem, ale najwidoczniej dalej to jeszcze we mnie siedzi i tak łatwo nie chce odpuścić. 

<Piesku? c:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz