sobota, 3 sierpnia 2024

Od Soreya CD Mikleo

 Podczas kochania się z Mikleo absolutnie się z niczym nie powstrzymywałem. Musiałem się w końcu upewnić, że należy tylko i wyłącznie do mnie, i że jest na każde moje skinienie palcem, dosłownie i w przenośni. A Mikleo musiałem pokazać, że należy tylko i wyłącznie do mnie, co pięknie pokazywał, robiąc wszystko co chciałem, obdarzając jego ciało różnymi śladami, również tymi krwawymi. Ale co ja poradzę, że jego krew była tak pyszna? Muzę przyznać, do tej pory nie miałem takich... odchyleń. I dalej bym pewnie o nich nie miał zielonego pojęcia o tym, gdybym przypadkiem za mocno nie podgryzł jego wargi. Po tym już mu na pewno przy każdej możliwej mi okazji będę próbował jego krwi. 
- Głośniej – zarządziłem, poruszając się agresywniej w jego wnętrzu, a Mikleo, jak posłuszny piesek, od razu zaczął wydawać z siebie głośniejsze jęki, a nawet i krzyki. Na piekła, niesamowite, że aż tak mnie słucha. Nieważne, co bym nie powiedział, zrobił, pokazał, on zaraz wykonywał moje polecenia, prosząc o więcej pomimo bólu i ran, jakie to zadawałem mu swoimi zębami. Przecież i tak się wyleczy z tego wszystkiego, wystarczy, że wejdzie do wody i się trochę skupi. Niedaleko gdzieś tu powinno być jezioro, może jakaś rzeka, przy miastach zawsze jest jakieś źródło wody, inaczej ludzie by sobie nie poradzili. 
Czując, że zarówno ja, jak i Mikleo jesteśmy bliscy spełnienia, puściłem jego nadgarstki i przylgnąłem do jego ciała, wbijając w nie paznokcie, które to znów, bez mojej świadomości stały się długie i ostre, bez większego problemu kalecząc jego delikatną skórę bez żadnego problemu. Mikleo także zaraz wykorzystał to, że jego dłonie są wolne. Zarzucił mi je na kark i oplótł swoimi nogami moje biodra, krzycząc mi wprost do ucha. 
Po wszystkim musiałem na chwilę położyć się na materacu obok Mikleo, by odetchnąć raz czy dwa, nim będę mógł dalej działać. Mój mąż raczej będzie potrzebował nieco więcej czasu, by wrócić do stanu trochę bardziej użytkowego. Ale jego twarz wyglądała cudownie. Z rumianymi policzkami, potem spływającym po jego skórze, resztką mojego nasienia w kącikach ust, załzawionymi, lawendowymi oczkami... piękny widok. Położyłem dłoń na tym rozgrzanym policzku, gładząc kciukiem jego spierzchnięte, pogryzione usta, a Mikleo z chęcią się wtulił w moją dłoń, uśmiechając się do mnie lekko. Na rundę drugą nie miałem co liczyć w tym momencie, za mocno go teraz wymęczyłem i ewidentnie potrzebował dłuższego odpoczynku. 
- Nie za mocno? – spytałem odrobinkę zmartwiony tymi wszystkimi ranami. Dopiero teraz dotarło do mnie, że odrobinkę przesadziłem. – Wybacz, po prostu masz przepyszną krew – dodałem, chwytając jego dłoń, by złożyć na niej delikatny pocałunek. 
- Wiele komplementów słyszałem z twoich ust, ale czegoś takiego to ja się nie spodziewałem – wyznał zachrypiałem głosem. Chciałem, by był głośny, no i głośny był, ale teraz już go prawe w ogóle nie będę słyszał... a szkoda, uwielbiam jego głos. 
- Bo do tej pory nie wiedziałem, że jest ona tak smakowita jest – wyjaśniłem, uśmiechając się do niego zadziornie. – Czy moja przepiękna, wymęczona Owieczka potrzebuje czegoś jeszcze? – dopytałem, nie przestając gładzić jego gładkiego policzka. Widziałem po nim, że był wykończony i nie miał raczej siły, by chociażby ruszyć palcem. Ale to nic, ja tu jestem i mu we wszystkim pomogę. 

<Owieczko? c:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz