Skoro wszystko sobie tak ładnie zaplanował to, kim bym był, gdybym mu odmówił zresztą, po co miałbym to robić? Lubię, gdy jest przy mnie, nawet jeśli nie wejdzie do wody tylko patrząc, jak się w niej relaksuje.
– W takim razie bardzo chętnie pójdę wraz z tobą Nadjezioro, to będzie na pewno przyjemniejsze od mojego samotnego przebywania nad wodą – Przyznałem, odwzajemniając jego uśmiech, który tak bardzo lubiłem, zresztą lubiłem go całego, a jeszcze bardziej kochałem
– W takim razie możemy pójść od razu – Mimo że to zaproponował niespecjalnie był skłonny do puszczenia mnie, a może bardziej moich pośladków.
– Oczywiście, ale żeby to zrobić musiałbyś zdjąć dłonie z mojego ciała – Zauważyłem, odsuwając jego grzywkę z czoła.
– Zaraz, daj mi jeszcze chwilę – Poprosił, nie przestając masować moich pośladków, szczerząc się do mnie głupkowato.
Rozbawiony pokręciłem głową, nie przestając bawić się jego włosami, które jak zawsze nie chciały się poddać.
– Jeśli w tej chwili próbujesz je ułożyć to wiedz, że nie ma to najmniejszego sensu co mnie posłuszne i zdecydowanie zbyt długie – Stwierdził, widząc moją drobną walkę z jego włosami.
– Jeśli są za długie i ci przeszkadzają, dlaczego nie powiedziałeś mi, żebym nie skrócił? – Zapytałem, nie rozumiejąc, czemu po prostu mi o tym nie powiedział.
Oczywiście ja widziałem, że są dłuższe, ale skoro nic nie mówił o ich skróceniu, pomyślałem, że chcę je zapuścić, bo gdyby było inaczej przecież, by mi o tym powiedział, byłem w błędzie, jak widać.
– Nie było okazji – Stwierdził wypuszczaj mnie z ramion, całując w czoło.
– W takim razie wieczorem się nimi zajmie – Zapewniłem go opuszczając sypialnie, wiedząc doskonale, że idzie za mną.
Zerkając tylko na misji zwierzaków, nie chcąc, aby chodziły głodne przed powrotem naszych dzieci oby tym razem przychodzących zgodnie z ukończonymi przez nich zajęciami.
Widząc pełna miseczki mogłem spokojnie opuścić dom, trzymając dłoń, którą trzymać bardzo kochałem.
Oczywiście, wychodząc Psotka trochę musiała okazać brak zaufania do Soreya, przestając na niego warczeć, dopiero gdy rzuciłem jej ostrzegawcze spojrzenie.
Sunia niezadowolona z mojego zachowania wycofała się wyglądając na obrażoną, no cóż, musi się zacząć zachowywać najwyższa na to pora.
Banshee, natomiast nie tylko była bardzo grzeczna, ale i chętna do pójścia nad jezioro z nami, co było bardzo dobrym pomysłem, Sorey będzie miał towarzystwo, kiedy to ja zanurzone w wodzie będę leczył ślady jego zębów, których na ciele miałem naprawdę bardzo dużo, a które tak naprawdę wcale mi nie przeszkadzały, natomiast jeśli Sorey chciał, abym je uleczył bez problemu byłem w stanie się na to zgodzić, robiąc to czego ode mnie oczekuje.
Nad jeziorem, tak jak się spodziewałem po wejściu do wody zauważyłem, że mój mąż dzięki Banshee nie był samotny, kiedy ja pływałem na głębszych wodach, ciesząc się zwykłą kąpielą w znacznie większym miejscem od naszej balii, dając mi swobodę ruchu, która była mi bardzo potrzebna.
Wyleczenie śladów zębów nie zajęło mi sporo czasu, pozostawiając moje ciało bez skazy, no może poza malinkami, które Sorey z premedytacją robił w bardzo widocznych miejscach, aby każdy, kto na mnie spojrzy wiedział, że już kogoś mam i nikt nie ma prawa się do mnie zbliżać, ach, ten mój zazdrośnik naprawdę czasem za bardzo się boi, myśląc, że każdy na tym świecie mnie chcę…
<Pasterzyku? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz