niedziela, 4 sierpnia 2024

Od Soreya CD Mikleo

 Ależ oczywiście, że nie był w stanie ich zakryć. Nie dość, że było ich strasznie dużo, to jeszcze były w takich miejscach, że albo ubierze się jak zakonnica, zakryty od stóp od głów, albo będzie się musiał liczyć z tym, że stworzone przeze mnie znaki będą widoczne dla każdego, także dzieci, co mi nie przeszkadzało. Nasze pociechy są wystarczające duże, by znać się na sprawach seksu. Wiedzą, skąd się na świecie wzięły i wiedzą, że się kochamy, także więc fakt, że uprawiamy seks, nie powinien ich dziwić. 
- Ależ o to chodziło, moja Owieczko – odpowiedziałem, zaczynając powoli masować jego cudowne, jędrne pośladki. Przecież ono było perfekcyjne... idealne do tego, by mnie zwodzić na pokuszenie. I nie tylko mnie, sądząc po pragnieniach pewnych osób. Ale to ja mam go na wyłączność, na serdecznym palcu jest obrączka, którą mu tam założyłem i która to mówi o tym, że to ciało, łącznie z krwią i duszą, należy tylko i wyłącznie do mnie. – Każdy musi widzieć, że jesteś mój, i tylko mój. 
- Nikogo tu nie ma, tak więc nikt tego nie widzi – odpowiedział, jedną ze swoich dłoni wsuwając w moje włosy, które ewidentnie trzeba skrócić. Tak mi się przynajmniej wydawało. Tylko Mikleo z naszej dwójki mógł mieć długie włosy, bo jego włosy idealne były do tego, aby być długie. Były one takie mięciutkie, układające się w piękne, morskie fale, i do tego tak cudownie pachniały... Oby ich nigdy nie skracał, chyba, że naprawdę będzie musiał. Ale na razie nie musi. I ja już dopilnuję, by się to nie wydarzyło. 
- Ja widzę. I podoba mi się to, co widzę – odparłem, po czym złączyłem nasze usta w pocałunku powstrzymując się od tego, by ugryźć jego wargę do krwi. Tych ran, zwłaszcza na ustach, naprawdę mu starczy. – I mimo, że mi się to podoba, powinieneś udać się do wody i to uleczyć – dodałem, gładząc kciukiem jedną z zasklepionych ran. Tak niewiele wystarczyło, by ją naruszyć, spić kolejne kropelki krwi... ale nie, mój mąż musi teraz dojść do siebie. 
-  Dlaczego? Przecież ci się podoba to, co widzisz – spytał z niezrozumieniem, okręcając jeden z kosmyków wokół swojego palca. 
- Ale wolę tworzyć na czystym płótnie. Stworzyłbym nowy wzór – uśmiechnąłem się do niego łagodnie lustrując go wzrokiem od stóp do głowy. – I też nie chciałbym cię skrzywdzić. Bezpieczniej będzie działać na zdrowym ciele – dodałem chcąc, by miał także świadomość tego, że się o niego martwię i nie patrzę na niego tylko i wyłącznie przez pryzmat seksu. Seks z nim to tylko bardzo przyjemny dodatek. Ale on, jego osoba, to dla mnie wszystko. Dla niego spaliłbym świat, jeżeli to miałoby go uratować. – Pójść z tobą nad wodę? – dodałem, chcąc go tak trochę przypilnować mimo wszystko. 
- Nie chcesz iść po dzieci? – spytał, co mnie nie zdziwiło. Skoro je zaprowadziłem logicznym byłoby, gdybym też je przyprowadził, ale już zadbałem o to, by nic głupiego nie zrobiły.
- Dzieci są duże, wiedzą, że mają od razu po szkole wrócić, bo mają za duże zaległości. Klucz zapasowy mają. Obowiązki po szkole im zaprezentowałem. Dopiero w weekend mają gdzieś wyjść, ale o tym będziemy rozmawiać, i doskonale wiedzą, że jeżeli teraz coś zrobią nie tak, mogą o tym wyjściu zapomnieć. Nie widzę więc sensu, by po nich iść, zdecydowanie bardziej wolę spędzić czas z moją Owieczką – odpowiedziałem, uśmiechając się do niego łagodnie. 

<Owieczko? c:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz