Ależ on uroczo wyglądał, kiedy był taki podekscytowany takimi zwykłymi sztuczkami ulicznymi. Tą muzyką, tymi światłami, ludźmi w większości wesołymi, cieszącymi się z tego święta... mnie to za bardzo nie ekscytowało. Nie widziałem za bardzo sensu w takim święcie. No bo, co tu świętować? Że przeżyło się kolejny rok? Od tego są urodziny w końcu. A może ludzie bardziej cieszą się z tego, że ten następny, nadchodzący nieznany rok będzie lepszy? To już miałoby więcej sensu, chociaż traktuję to z przymrużeniem oka. Ludzie chyba szukają jakiegokolwiek powodu, by się cieszyć, co jest w sumie trochę smutne. To władca tego kraju powinien im zapewniać powody do radości, dobrobyt, odejmować im zmartwień, a nie jeszcze im ich dokładać. Oby ta władza się wkrótce zmieniła. Wystarczy tej ciągłej nienawiści do istot, które przecież nic nie zrobiły. Magia to w końcu tylko narzędzie, a nie źródło wszelkiego zła.
Naciągnąłem kaptur bardziej na głowę. Skąd ci ludzie brali energię i ochotę na przebywanie tutaj, to ja nie wiem. A może to ten alkohol? Co chwila jest tu jakieś stoisko, albo z czystym, albo z jakimś wymyślnym alkoholem, i mnóstwo ludzi wokół nich. Trochę to smutne.
- Chcesz może wino, czy jakiś inny alkohol? Trochę tu opcji do wyboru jest - zaproponowałem, nie komentując jego podekscytowania. Niech się cieszy, obserwuje, i po prostu się bawi. Ja postaram się chociaż udawać, że się dobrze bawię. Chociaż, wystarczy mi, że popatrzę na niego i od razu mi się humor poprawi. To, jak on poznaje świat, jest strasznie urocze.
- Wino mi smakuje... myślisz, że inne też mi zasmakują? - spytał, odwracając się w moją stronę.
- A bo ja wiem? Nawet nie mam pojęcia, jak wino smakuje – wzruszyłem ramionami. Ja tu dla siebie nic nie znajdę, może później będzie jakieś stoisko z gorącą czekoladą, to może wezmę, chociaż dla mnie takie rzeczy są za słodkie. Z dwojga złego, wolę już napić się tego słodkiego niż marznąć. - Zdecydowanie nie nadaję się do oceniania alkoholi. Podejdź, podsłuchaj. Może spytaj? Albo wyglądem jakiś dziwny drink ci się spodoba? - zaproponowałem, dając mu otwartą rękę. Niech wybiera, co chce. Niech się cieszy, próbuje, i uczy się tego życia i świata.
- No... dobrze. Ten czerwony fajnie wygląda – powiedział, wskazując palcem na jeden z drinków.
- Ciekawe, dlaczego – uśmiechnąłem się rozbawiony do niego. - Nazywa się krwawa Mary.
- Naprawdę? To coś idealnego dla mnie – wyszczerzył się, ukazując zwykłe, proste, białe zęby. Brakowało mi jego kiełków, no ale lepiej, by inni tego nie widzieli. Ten widok ma być tylko dla mnie.
- Daj mi chwilę. Zaraz ci jedną porcję kupię – powiedziałem, po czym pocałowałem go w policzek i ustawiłem się do kolejki. Skoro moja Różyczka chciała takiego drinka spróbować, to spróbuje. A później, jak wrócimy do pokoju, może dam mu trochę krwi. Dawno jej nie pił, najwyższa pora, by w końcu nadrobił te braki, a skoro nieźle to wszystko mi się goi, mogę mu trochę tej swojej krwi upuścić.
<Różyczko? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz