środa, 4 marca 2026

Od Serathiona CD Eliana

Szczerze mówiąc, czy chciałbym mieć kogoś innego? Nie. Po raz pierwszy w życiu czułem, że naprawdę chcę z kimś być, nie na jedną noc, nie dla chwilowej zabawy czy przelotnej przyjemności. Z nim było inaczej. Z nim miałem wszystko.
Był dobry seks, była beztroska zabawa, była przyjemność, ta fizyczna i ta psychiczna. Była bliskość, której wcześniej nawet nie umiałem nazwać. Było spełnienie, o jakim chyba nigdy nie odważyłem się mówić na głos. Kochałem go i nic ani nikt nie był w stanie tego zmienić.
On był wszystkim, czego kiedykolwiek pragnąłem. A ja miałem wrażenie, że byłem wszystkim, czego on potrzebował. Nie mieliśmy powodów do narzekań. Kochaliśmy się. Rozumieliśmy się bez słów. Nasze życie wydawało się po prostu idealne.
- Chyba wolę być z tobą, niż szukać kogoś innego tylko po to, żeby przeżyć jedną dobrą zabawę na balu - Powiedziałem, uśmiechając się do niego łagodnie.
Spojrzał na mnie z lekkim niedowierzaniem.
- Naprawdę tak mówisz? Nie wolałbyś znaleźć kogoś idealnego dla siebie? - Uśmiechnąłem się szerzej, czując ciepło rozlewające się w piersi.
- Nie. To ty jesteś dla mnie idealny. Nie muszę już nikogo szukać. - Stwierdziłem, na chwilę zajmując miejsce obok niego, aby złączyć nasze usta w namiętnym pocałunku.
- Naprawdę? To bardzo mnie cieszy. W końcu nie każdy ma szczęście mieć u swego boku wampira… i to jeszcze tak ślicznego - Powiedział z rozbawieniem, wyraźnie próbując mnie podrażnić.
Zrobił to specjalnie. Wiedział, że lubię tę naszą grę, te drobne zaczepki, półuśmiechy i spojrzenia mówiące więcej niż słowa. A ja doskonale wiedziałem, że on wie.
Uniosłem brew, udając oburzenie..
Przez chwilę przekomarzaliśmy się jeszcze, rzucając sobie drobne, żartobliwe uwagi. W tej lekkiej wymianie słów było coś intymnego coś, co należało tylko do nas. Czas płynął szybciej, niż się spodziewałem. Śmiech mieszał się z ciepłem jego spojrzenia, a świat poza nami jakby tracił znaczenie.
Nim się zorientowałem, gwar w gospodzie przycichł, a my mogliśmy wreszcie ją opuścić, wychodząc razem w chłodniejszą noc, wciąż uśmiechnięci, wciąż blisko siebie.
Dopiero co wyszliśmy z gospody, a ja już czułem narastającą ekscytację. Serce niby martwe biło mi szybciej, jakby przeczuwało coś wyjątkowego. Nie mogłem doczekać się widoku magicznych świateł błyszczących na nocnym niebie tej chwili, kiedy wszystko wokół przestanie mieć znaczenie, a zostaniemy tylko my i rozgwieżdżona cisza.
Powietrze było chłodniejsze, przyjemnie otulało skórę, a noc zdawała się drżeć od obietnicy czegoś niezwykłego. Miałem nadzieję, że nic i nikt nam tego nie zepsuje. To miał być nasz moment. Nasza noc.
A jeśli jakikolwiek śmiałek odważy się dziś stanąć mi na drodze… naprawdę może tego pożałować.
Elian z rozbawieniem obserwował moją ekscytację. W jego spojrzeniu czaiła się czułość pomieszana z pobłażliwym uśmiechem. Ale czy naprawdę mógł mi się dziwić?
Przez kilka ostatnich dni byłem zamknięty w czterech ścianach. Nie narzekałem, przeciwnie. Byłem grzeczny. Cierpliwy. Dbałem o mojego partnera najlepiej, jak potrafiłem, czuwając przy nim i odkładając własne potrzeby na później.
A teraz? Teraz miałem prawo trochę zaszaleć.
Miałem prawo odetchnąć pełną piersią, poczuć noc na skórze i spędzić ten czas zupełnie inaczej, u boku ukochanego mężczyzny, nie w ciszy zamkniętego pokoju, lecz pod otwartym niebem, wśród świateł i obietnic tej wyjątkowej chwili.
I jeśli w moich oczach błyszczało coś dziecięcego, coś niecierpliwego… to tylko dlatego, że wreszcie znów byłem naprawdę wolny. Przy nim.

<Elianie? C:> 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz