Nie miałem siły walczyć ze zmęczeniem, mimo że bardzo chciałem jeszcze z, nim porozmawiać, spędzić trochę czasu nie tylko na przytulaniu się do niego, nie było mnie przy, nim przeszło tydzień, a teraz zamiast z, nim rozmawiać czuje, że nie mam siły, zasypiając wtulony w jego ciało przynoszące mi wiele radości i spokoju.
Obudziłem się czując na ciele dłonie, które dotykały moje uda i pośladki, wybudzając mnie w przyjemny sposób, otworzyłem oczy od razu, dostrzegając Soreya, który patrzył na mnie, całując w policzek, czoło, podbródek i usta.
– Dzień dobry owieczko, wyspałeś się? – Przywitał się ze mną, nie mając zamiaru zdjęć dłoni z mojego ciała.
– Dzień dobry, tak wysłałem się – Przyznałem, zbliżając się do jego ust, łącząc je w namiętnym pocałunku.
Sorey chętnie odwzajemnił pocałunek dłonią, ściskając moje udo.
Bardzo mi się to podobało lubiłem, gdy mnie dotykał, pokazując mi jak bardzo mnie pragnie teraz jednak nie czas był na przyjemność, musieliśmy wstać, zajmując się obowiązkami, które na nas czekały.
Chwyciłem jego dłoń, którą odsunąłem od swojego ciała, podnosząc się z łóżka, ruszając w stronę łazienki, doprowadzając się do porządku, dostrzegając Soreya, który również zjawił się w łazience, zajmując się pielęgnacją swojego ciała, zerkając na mnie, gdy tylko mógł ewidentnie wygłodniały.
No proszę wczoraj trochę dostał, a teraz głodny będzie chodził.
Nie mogąc nic z tym zrobić przebrani zajęliśmy się swoim głodnymi zwierzakami.
Mając już wszystko zrobione pora nadeszła na oddanie koni, oczywiście Sorey musiał trzymać się ode mnie z daleka, aby nie wystraszyć koni, które bezpiecznie zostały zwrócone ich właścicielowi wraz z wozem i podziękowaniami które skierowałem do właściciela.
Byłem mu naprawdę wdzięczny, gdyby nie on to wszystko trwałoby znacznie, znacznie dłużej.
Mężczyzna cieszył się z okazanej nam dobroci, fantastyczny człowiek rzadko kiedy trafia się ktoś tak dobry.
Pożegnałem się z mężczyzną, wracając do męża, który niecierpliwie wyczekiwał mojego powrotu.
– Nareszcie, długo kazałeś mi na siebie czekać – Usłyszałem, gdy tylko do niego podszedłem od razu, czując jego dłonie na moich biodrach.
– Przepraszam, chciałam z, nim trochę porozmawiać, jest samotny i trochę mi go szkoda – Wyjaśniłem, naprawdę, współczując mu, doskonale, wiedząc, jaka przykra jest samotność.
– Na pewno ktoś go odwiedza lub mu pomaga, sam na pewno tej farmy nie utrzymuje, a teraz chodźmy już im szybciej nasze dzieci wrócą do szkoły, tym szybciej będziemy mogli spędzić czas tylko we dwoje – Wyszeptał mi do ucha, podgryzając jego płatek.
Rozbawiony pokręciłem głową, całując jego policzek ciągnąc za dłoń w stronę szkoły, omijając miasto, przez które trzeba przejść, aby dostać się do budynku.
Sorey przez cały ten czas wydawał się nerwowy zapewne, czując zbyt wiele negatywnych emocji związanych z ludźmi, którzy już dawno zdążyli zejść na złą drogę.
Starając się go uspokoić trzymałem mocno jego dłoń, zwracając jego uwagę tylko na sobie, nie chcąc, aby zrobił coś głupiego…
W szkole było znacznie spokojniej, a przynajmniej tak mi się wydawało Sorey wyglądał na spokojnego i skupionego na słowach pana dyrektora, a przynajmniej takie sprawiał wrażenie.
Starając się o tym nie myśleć, skupiłem się na dokumentach, które musiałem przeczytać i podpisać, skazując nasze dzieci na chodzenie do szkoły.
– W porządku, wszystko już mamy, proponuję, aby Hana i Haru tak, zjawili się u nas już jutro z tego, co panowie mówili mają duże zaległości. A to oznacza, że musimy sprawdzić, na jakim poziomie nauki są – Nie mieliśmy nic przeciwko, aby zjawili się tu już jutro im szybciej zaczną swoją edukację, tym szybciej nadrobią zaległości, a na tym zależało nam najbardziej.
Podziękowaliśmy mężczyźnie spokojnie, wracając do domu.
<Pasterzyku? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz