piątek, 2 sierpnia 2024

Od Mikleo CD Soreya

Sorey potrafił szybko doprowadzić nasze dzieci do pionu szkoda, że ja sam nie byłem w stanie tego zrobić co chwilę im, pobłażając, jak dobrze, że mój mąż znów tu przy mnie jest on nie przyjmuje się pyskowaniem ani fochami naszych dzieci.
– To nie fair, w też możecie coś zrobić – I tego się spodziewałem usłyszeć po naszych dzieciach szczerze, chcąc już zrobić wszystko sam, aby, tylko nie słyszeć tych pyskówek w naszą stronę.
Teraz już rozumiem, dlaczego Sorey wciąż powtarzał mi, że za bardzo im pobłażam, a efekty są, jakie są.
– My już swoje zrobiliśmy i lepiej nie pyskujcie, bo możecie dostać długi szlaban na wszystko – Dzieci, widząc zmieniający się wyraz twarzy ich taty od razu zabrały się do pracy, nie chcąc naprawdę go denerwować.
Kręcąc głową z niedowierzaniem jak bardzo nasze dzieci zaczynały nam pyskować wiek dojrzewania najgorszy okres w życiu.
Gładząc Psotkę po łebku zastanowiłem się chwilę nad słowami Soreya mówiącego o naszych zwierzakach, które cóż, były coraz starsze i obawiam się, że nasze koty długo jeszcze nie pociągną. Śnieżka mało co jadła, mało wychodziła na dwór bardzo dużo śpiąc. A to oznaczało, że powoli odchodzi z tego świata, a co do wąsika i kluchy, klucha była zbyt grubym kotkiem, który przez swoją nadwagę może niedługo mieć spore problemy zdrowotne, a wąsika nie widziałem od mojego powrotu do domu, mam nadzieję, że wróci, chociaż z tyłu głowy mam różne scenariusze, które nie są zbyt entuzjastyczne.
– Wracając do naszej poprzedniej rozmowy, nie mogę nic poradzić na ich zachowanie, ale mogę obiecać, że po ich odejściu nie pojawi się w domu żaden inny zwierzak – Zapewniłem, czym troszeczkę zasłużyłem męża, których chyba nie tego się spodziewał.
– Nie musisz z mojego powodu żyć bez zwierząt – Stwierdził, ruszając za mną do ogrodu, gdzie miałem trochę pracy, która na pewno nie zajmie mi jednego dnia a dłużej.
Po jego słowach uśmiechnąłem się łagodnie, podchodząc do męża.
– Spokojnie skarbie dobrze wiesz, że to ty zawsze znosiłeś do domu zwierzęta ja, mimo że bardzo je kocham mogę żyć i bez nich tym bardziej, gdy widzę jak to wszystko się układa między tobą a nimi – Wytłumaczyłem, całując jego usta, zerkając przez okno na nasze pociechy, które niespecjalnie kwapiły się do pracy. – Zerknij na nich chyba nie do końca chce im się robić – Zmieniłem temat zmęczony trochę ich zachowaniem nic złego im nie robimy, a mimo to oni zachowują się tak jakbyśmy codziennie robili im krzywdę.
Sorey odwrócił głowę w stronę dzieci ciężko wzdychając.
– No tak zaraz się tym zajmę – Obdarował mnie ciepłym uśmiechem, składając na czole pocałunek, ruszając w stronę dzieci.
– Sorey powiedz im o jutrzejszym pójściu do szkoły – Zawołałem zanim, przypominając sobie o tym fakcie.
Mężczyzna kiwnął głową, podchodząc do Hany i Haru.
Wiedząc, że poradzi sobie doskonale z tym drobnym problemem, skupiłem się na ogrodzie, który był bardzo, ale to bardzo zaniedbany, będzie tu zdecydowanie więcej pracy, niż na początku podejrzewałem.
Zabrałem się do pracy, wyrywając trawę i plewy na chwilę, odcinając się od wszelakich problemów, które wiązały się z naszymi pociechami.

<Pasterzyku? C:> 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz