sobota, 3 sierpnia 2024

Od Mikleo CD Soreya

Bardzo się ucieszyłem na jego pozycję, bardzo tego chciałem i może właśnie dlatego tak bardzo się z tego powodu cieszyłem.
– Jestem jak najbardziej za – Zadowolony od razu uśmiechnąłem się do niego bardzo chcąc przygotować nam kąpiel przed, czym powstrzymał mnie on sam.
– W takim razie poczekaj na mnie grzecznie, a ja przygotuję nam kąpiel – Zarządził nawet nie czekając na moją odpowiedź, ruszając w stronę łazienki.
Musząc grzecznie czekać usiadłem na kanapie, wiedząc, że może to chwilę potrwać.
Cierpliwie, wyczekując głaskałem Banshee, która przyszła do mnie, merdając wesołe ogonkiem, szkoda, że Psotka nie zachowuje się tak samo w stosunku co do Soreya, w końcu to wciąż jej pan, gdyby nie on, jakby jej tutaj z nami nie było.
 – Zapraszam – moje przemyślenia przerwał doskonale znany przeze mnie głos, który od razu zachęcił mnie do podniesienia się z kanapy, ruszając w stronę łazienki, gdzie wszystko było i już gotowe.
Zadowolony zdjąłem z ciała ubrania, pokazując się w całości ukochanemu, który wpatrywał się we mnie z widoczną zachłannością, tak dobrze mnie znał, a czasem wciąż zachowywał się, tak jakby widział mnie pierwszy raz.
Nasza kąpiel była bardzo relaksująca i grzeczna, nie robiliśmy nic niestosownego po prostu, relaksując się w ciepłej wodzie, mogąc rozmawiać, ciesząc się swoją bliskością.
Po kąpieli grzecznie ruszyliśmy do sypialni, mogąc pójść już spać.
– Tak sobie myślę, że odprowadzę ich do szkoły – Słysząc to zdanie spojrzałem na jego twarz tego się właśnie, spodziewając, teraz gdy to on przejął kontrolę nadopieką dzieciaki nie będą miały łatwego życia, a ja nie mam zamiaru w to ingerować, to znaczy wciąż będę mu we wszystkim pomagać, ale nie będę podważać jego zdania.
– Jeśli to cię uspokoi – Zgodziłem się, rozciągając leniwie swoje mięśnie mocni, wtulając się w kochanego męża, którego już nigdy nie chciałem stracić.
– Wolę być pewien, że trafią na pewno do szkoły – Stwierdził, głaszcząc mnie po nagim udzie. – Dzięki czemu będę również pewnym, że nie będą nam jutro przeszkadzać – Wymruczał, mocniej ściskając moje udo trochę mnie tym bawiąc.
Rozbawiony zaśmiałem się cicho kręcąc swoją głową.
– No tak nikt nie może nam przeszkadzać – Rozbawiony ucałowałem go w usta. – Ale teraz chodźmy już spać jestem zmęczony dobranoc – Wyszeptałem, czując, że to już granica mojej wytrzymałości bez dziennego snu…
Zmęczony nawet nie usłyszałem, czy coś mi odpowiedział bezpiecznie w jego ramionach, odpływając do krainy snu.

Obudziłem się, gdy tylko Sorey opuścił łóżko bez niego to już nie to samo właśnie dlatego leżałem, nasłuchując, co dzieje się w domu, każdego dźwięku, szumu, głosu a na końcu ciszy, na którą czekałem.
Po opuszczeniu domu przez moją rodzinę wstałem z łóżka, ruszając do łazienki w celu za życia codziennej higieny, mając pewien pomysł. Chcąc zaskoczyć Soreya założyłem te piękną sukienkę, którą dla mnie kupił, chcąc go zaskoczyć i oby zaskoczyć pozytywnie.
Ubrany w bardzo wygodną i piękną sukienkę z rozpiętymi włosami, które ładnie poczekałem, siadając na łóżku w sypialni, a wyczekując powrotu męża.
Oby, tylko nie kazał czekać mi zbyt wiele, bo nie po to się starałem, aby to wszystko poszło na marne.

<Pasterzyku? C:> 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz