niedziela, 4 sierpnia 2024

Od Mikleo CD Soreya

Byłem zmęczony, ale bardzo usatysfakcjonowany naszym seksem wciąż czując niedosyt, chciałem więcej, mimo że moje ciało nie zgadzało się ze mną, musząc odpocząć do nie tylko brutalności męża, ale i krwi którą naprawdę się dziś uraczył.
Krew Serafina wody zawsze przyciągała do siebie inne istoty, potrafiła leczyć i dać siłę, którą niejeden chciałby mieć to zapewne, dlatego tak bardzo mu ona smakuje, mam tylko nadzieję, że nie będzie mnie gryzł codziennie tylko po to aby skosztować mojej krwi, potrzebuje jej przecież, żeby żyć.
– Chciałbym się do ciebie przytulić – To było moje jedyne marzenie, które chciałem, aby zostało spełnione, nie za wiele, ale mi wystarczało, abym był szczęśliwy.
– Co tylko rozkażesz – W odpowiedzi przyciągnął mnie bliżej całując w czoło trzymając w ramionach, które dawały mi ukojenie i spokój powodujący sen.

Otworzyłem oczy od dłuższego czasu, czując już dłonie Soreya dotykające całe moje ciało, tak dobrze je znał, a wciąż było mu go mało.
– Dobrze się bawisz? – Zapytałem, patrząc prosto w jego oczy.
– Zawsze się dobrze bawię, mogąc dotykać twojej przepiękne ciało – Stwierdził, łącząc nasze usta w namiętnym pocałunku. – Twój głos znów brzmi dobrze – Stwierdził, kładąc mnie na plecy, patrząc na mnie jak na swoją ofiarę, rozkładając moje nogi, mając więcej miejsca.
Obdarowałem go ciepłym uśmiechem, kiwając łagodnie głową.
– Doskonale to może ci się przydać – Wymruczał, głodny mojego ciała jak zwierzę, które nie jadło zbyt długo.
Nie zdążyłem nawet wypowiedzieć słowa, odwzajemniając pocałunek, którym zatkał mi usta, nie czekając na moją reakcję, wchodząc w moje wnętrze, które zawsze było gotowe na niego.
Nasz drugi raz był tak samo brutalny jak poprzedni, a ja czułem, że mu sprawia przyjemność pozostawienie na moim ciele ran, zlizując z niech krew, której tak bardzo pożądał, chcąc jej więcej i, więcej dając się ponieść swojemu demonicznemu ja.
Nie stawiałem oporu, biorąc w całości to, co mi dawał, błagając o więcej chcąc krzywdy, którą mi dawał.
Wymęczony naszym drugim razem w jednym dniu nie chciałem już zasypiać, mając pewne obowiązki, które powinienem wykonać.
Po dłuższej chwili odpoczynku w jego cudownych ramionach podniosłem się do siadu, czując zadowolenie płynącą po całym moim ciele.
– A ty, gdzie się wybierasz? – Usłyszałem, już po chwili, wracając do łóżka zamknięty w jego ramionach, nie będąc w stanie się z nich uwolnić.
– Ktoś musi nakarmić zwierzaki – Uświadomiłem go tak naprawdę, nie mając siły ruszać się z łóżka, tak dobrze było mi w jego ramionach, a do tego po naszym seksie nie miałem siły się ruszać, wszystko mnie bolało, ale tak przyjemnie bolało jakkolwiekby to nie brzmiało lubiłem ból i nic tego nie zmieni…
– Nic im się nie stanie teraz jesteś tylko mój i nie oddam cię nikomu – Wyszeptał, całując mój kark, drażniąc dłonią moje ciało korzystając z jego nagości.
– Nawet zwierzakom? – Pytając odwróciłem się w jego stronę, kładąc dłoń na jego policzku.
– Nawet im, a tym bardziej im, są dla mnie wredne, dlatego teraz ja będę dla nich wredny, zabierając im ciebie tylko i wyłącznie dla siebie – Wyznał, podgryzając moją dolną, którą oblizał, nie marnując ani kropli mojej krwi.
– Coś za bardzo ci smakuje moja krew mój drogi czyżbyś zamiast demonem stał się wampirem? – Rozbawiony patrzyłem w jego oczy zupełnie, nie przejmując się z powodu picia mojej krwi, jest jedyną istotą, która może robić to, gdy tylko będzie chciała.

<Pasterzyku? C;> 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz