Delikatnie uśmiechnąłem się na jego słowa, absolutnie się tym nie przejmując. Tak długo, póki mogę pić jego krew, ja będę zachwycony. Nie wiem, co sprawia, że jest tak pyszna; każda inna krew jest metaliczna, obrzydliwa, ale ta jego? Ona jest słodka. I nie za bardzo wiem, do czego ją porównać, bo jest ona znacznie lepsza niż jakikolwiek napój, jaki kiedykolwiek piłem. Szkoda tylko, że za bardzo nie mogę pić jej cały czas, nie chcę przecież, by Mikleo mój tutaj za dużo krwi stracił, bo by mi tutaj zaraz umarł, a na to pozwolić nie mogłem. Troszkę podgryzać go mogę, a przynajmniej tak mi się wydaje, w końcu ile wtedy krwi traci? No tyćkę. Żył mu nie zamierzam otwierać, nie jestem jakiś powalony.
- Dla takiej krwi mógłbym zmienić branżę – wyznałem, uśmiechając się do niego szeroko. – Twoja krew jest zupełnie inna niż tego człowieka, którego niedawno skrzywdziłem. Ona śmierdziała paskudnie. Kilka jej kropel dostało mi się wtedy do ust, i to nie był najpyszniejszy płyn, jaki kiedykolwiek miałem w ustach.
- Każda anielska krew jest na swój sposób niezwykła. A krew Serafina wody potrafi leczyć rany, dawać siłę, nieśmiertelność, i dlatego też tak bardzo może ci smakować – odpowiedział, na co delikatnie zmarszczyłem brwi. Nie mam żadnych ran. Nie potrzebuję siły. I nieśmiertelny to ja już jestem.
- Nie wydaje mi się, aby z tych powodów była dla mnie atrakcyjna. Nie potrzebuję żadnej z tych rzeczy, nie jestem ranny, ani śmiertelny, no i też siły nie potrzebuję, bo już jestem silny... może to dlatego, że masz tak czystą, nieskazitelną duszę? Zakazany owoc smakuje najlepiej – zaproponowałem, gładząc jego cudowną skórę, tak mięciutką, pachnącą, a także jednocześnie troszkę poharataną przez moje zęby. No cóż mogę poradzić, ciężko było mi się oprzeć. Normalnie nie gryzłbym go aż tak mocno, ale jak już poznałem smak jego krwi, musiałem jej kosztować.
- Co dusza ma wspólnego z krwią? – spytał lekko rozbawiony, nie chcąc chyba wstać. A przed chwilą tak bardzo musiał wstać... nic nie musi. Jest jeszcze w miarę wcześnie, a rano dzieciaki dały zwierzakom jedzenie, dopilnowałem tego.
- Coś musi mieć. Ty masz pękną duszę, i twoja krew smakuje cudownie, dusza tamtego faceta była do cna przegniła i krew była okropna – odpowiedziałem, wzruszając ramionami. Jak dla mnie to brzmi logicznie. Znaczy, jego wersja też może mieć trochę racji, ale moja teoria też jest całkiem niezła. – Przygotować mojej Owieczce kąpiel? – zaproponowałem wiedząc, że już tego dnia więcej nie będziemy się kochać. Wpierw Mikleo musi nabrać siły na kolejny stosunek. Gołym okiem było widać, że seks z demonem szybko odbiera mu siły. Trochę wątpiłem, by była kwestia przyzwyczajenia. Może to była reakcja obronna jego organizmu na mnie? W końcu, anioły i demony raczej ze sobą seksu nie uprawiają, i może być ku temu jakiś powód... słyszałem, że demony są w stanie podczas uprawiania seksu wysysać energię życiową z kochanka, czy to były wszystkie, czy tylko niektóre, to pewności nie mam. Będę musiał uważnie Mikleo obserwować, czy zmienia się coś, czy pozostanie bez zmian, czy może się pogorszy, by przypadkiem nie zrobić mu krzywdy. No i też, dobrze byłoby się dowiedzieć czegoś więcej o sobie.
<Owieczko? c:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz