poniedziałek, 5 sierpnia 2024

Od Soreya CD Mikleo

 Czekałem cierpliwie, jak mój mąż do mnie wróci, zajmując się Banshee. Trzeba było w końcu powoli zajmować się jej treningiem, bo to, że ją rozumiałem nie oznacza, że mogę to sobie całkowicie odpuścić. Sunia, pomimo tego, że była malutka, była sprytna, i tak nie do końca chciała się mnie słuchać, a przynajmniej nie teraz, kiedy to miałem bardzo dobry humor, i ogólnie byliśmy w dosyć przyjaznej atmosferze. Trochę też jej teraz pobłażałem i pozwalałem a tę zabawę, że była dalej szczeniakiem, chociaż była całkiem spora. Pewnie, jak już dorośnie, będzie duża, i groźna, i będzie razem ze mną pozbywać się ludzi, którzy zagrażają mojej rodzinie. Pewnie już zaraz będę jej musiał dawać mięso. I to chyba jeszcze surowe mięso... moglibyśmy trochę oszczędzić na tym, gdybym dawał jej po prostu ludzkie mięso, oczywiście z tych ludzi, którzy zasługują na śmierć. Tylko pozostaje kwestia Mikleo... jemu się ta kwestia nie spodoba. Będę musiał to jakoś robić cicho. Ale też, czy to w ogóle możliwe było? Jak będę z Mikim chodzić do miasta będzie słyszeć o morderstwach. I od razu połączy je ze mną. No to chyba jednak oszczędzimy. 
Po jakimś czasie Mikleo wyszedł z wody, już bez żadnych ran. Jego koszulka była mocno przylepiona do jego ciała, co mi się bardzo podobało. Ładnie podkreślony był jego brzuch, klatka piersiowa, no i oczywiście pośladki, które kusiły do tego, by położyć na nich swe dłonie i mocno ścisnąć. I jeszcze te usta soczyste, i bez żadnych ran... aż chciałoby się w nie wgryźć. Ale już nie dzisiaj. Dzisiaj mam być grzeczny. Dopiero jutro, jak dzieci pójdą do szkoły, a my będziemy sami, znów stworzę nowe dzieło na jego ciele, aż Mikleo nie padnie w moich ramionach...
- Wyglądasz jak rusałka – powiedziałem szczerze, uśmiechając się do niego szeroko. 
- Nie przesadzasz aby? – spytał rozbawiony, podchodząc do mnie i chcą zająć miejsce obok, na co mu nie pozwoliłem. Chwyciłem jego nadgarstek i pociągnąłem go na swoje kolana, zaraz kładąc dłonie na jego cudownych pośladkach, które to oczywiście ścisnąłem, nie mogąc się przed tym powstrzymać. 
- Absolutnie nie. Twoją twarz i ciało musiał sam bóg rzeźbić – wyszczerzyłem się głupkowato, po czym ucałowałem jego policzek. 
- Głupoty pleciesz – roześmiał się, ale jego policzki delikatnie zaróżowione były. Podobało mu się to. 
- Jakie głupoty? Nawet Banshee twierdzi, że pięknie wyglądasz. Znaczy, za bardzo nie wie, jak wyglądasz, bo nie do końca jest w stanie, bo nie widzi świata, jak my, ale czuje twój zapach, i bardzo jej się podoba – powiedziałem, na co sunia zaszczekała radośnie. Znaczy, zaszczekała. Wydała dźwięk, który odpowiadał szczeniaku zwykłego psa, ale tak za bardzo nie brzmiał. Przyzwyczaiłem się jednak do tych dźwięków, które ona tam sobie wydaje, i Miki chyba już też. 
- No tak, słódź mi bardziej – odparł rozbawiony, opierając czoło o to należące do mnie. 
- Cóż, tak słodziutki jesteś, że nawet za bardzo wysilać się nie muszę – powiedziałem zgodnie z prawdą, zaraz wpijając się w jego słodziutkie usta. Nie mogłem się już dłużej powstrzymywać, wołały mnie one do siebie od samego początku. 

<Owieczko? c:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz