piątek, 2 sierpnia 2024

Od Soreya CD Mikleo

 Muszę przyznać, że nie byłem do końca zadowolony z faktu, że musiałem pilnować dzieci. Zdecydowanie wolałem sobie teraz spędzać czas z Mikleo, a nie pilnować nastolatków, którzy mieli jasne polecenia. Nie miałem jednak wyjścia, kiedy myślałem, że mogę już wyjść, albo na chwilę wychodziłem do innego pomieszczenia, zaraz zaczęły się ociągać. Przez cały czas, przez który sprzątały, posyłały mi co jakiś czas pełne wyrzutów spojrzenie, jakbym ich karał. Znaczy, to poniekąd kara jest, bo gdyby zachowywały się dobrze, traktowały nas z szacunkiem, pomagały nam, to teraz ich obowiązki trochę inaczej by wyglądały. Z tego, co kojarzyłem, nie miały igdy za bardzo żadnych obowiązków. Jak były dziećmi, to nam pomagały, ale jak już trochę podrosły, to za bardzo przestały nam pomagać. I też za wiele od nic nie wymagaliśmy. Najwyższa pora, by się to zmieniło. Będę musiał pomyśleć, jak im te obowiązki rozplanować by codziennie coś miały. Ustalę to z Mikim. Razem coś wymyślimy. 
W końcu, wczesnym wieczorem, wszystko było gotowe. Ja też się zmęczyłem, muszę przyznać, a w końcu nic nie robiłem, tylko ich pilnowałem i co najwyżej mówiłem, gdzie mają poprawić, albo że się mają przyłożyć, albo że tam brudno jest... sam, to wszystko, zrobiłbym dwa razy szybciej, niż oni we dwójkę, ale coś się domyślałem, że specjalnie też tak powoli wszystko robiły, by już więcej ich do podobnych czynności nie zaciągać, ale ja tam na tę zagrywkę pozostanę niewzruszony. 
- Udało się? – usłyszałem za sobą głos mojego przepięknego męża. – Widzę, że tak, ale te ozdoby są tragicznie ułożone – stwierdził Mikleo, podchodząc do półek i poprawiając te wszystkie porcelanowe pierdółki. 
- Są normalnie ustawione, co ty chcesz? – spytałem, marszcząc brwi. 
- Nic, nieważne, po prostu to poprawię – odparł, przestawiając szybko kilka obiektów. – Już lepiej, nie sądzisz?
- No... jeżeli tobie się podoba, to mi też – powiedziałem grzecznie, chociaż ja osobiście nie widziałem różnicy. Dla mnie to były zwyczajne ozdoby, które po co są? Nie wiedziałem. Ale mam nadzieję, że się zaraz dowiem. – A tak właściwie... to po co nam te ozdoby? 
- No jak to po co? Przecież to są ważne pamiątki. Ten porcelanowy serwis dostałem od Alishy, pamiętasz jeszcze Alishę, prawda? A tego słonika na szczęście Misaki nam kiedyś przywiozła, a to... 
- Znaczy, no dobrze, pamiątki, prezenty, ale po co daje się coś takiego? Prezenty, jak dla mnie, muszą być jakkolwiek użyteczne. A to? Przecież to nic właściwie nie robi. Tylko kurz zbiera. Chyba, że jest za szkłem, wtedy faktycznie nie ma jak zbierać. Nawet ten serwis nie wiem, po co jest, bo nigdy z niego nie korzystaliśmy – trochę rozwinąłem swój punkt widzenia mając nadzieję, że mnie zrozumie. 
- Bo jest za ładny – odparł, na co straciłem chęć rozmowy o tym. Chyba to jest coś, czego nigdy nie zrozumiem, i co raczej nikt mi nie wytłumaczy. On lubi ozdóbki, ja lubię praktyczne rzeczy, i tak już chyba pozostanie. 
- No dobrze... skoro wszystko gotowe, może pójdziemy się wykąpać? – zaproponowałem, przypominając sobie, że wczoraj miał mi za złe, że razem się nie wykąpaliśmy. Dzisiaj więc chcę, by był zadowolony, zawsze tego chcę i dla niego zawsze się będę starał. 

<Owieczko? c:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz