Widziałem, że medyk był taki trochę sceptycznie nastawiony do badania mnie. Jednakże, mialem już dosyć tej niewiedzy. Tego zastanawiania się, to jest ciąża, czy jakaś choroba. Czy mamy się starać dalej, czy może należałoby rozpocząć jakieś leczenie, czy mam może jeszcze bardziej na siebie uważać... niewiedza strasznie mnie męczyła. Dobijała. I chyba nie tylko mnie.
– Wezmę próbkę krwi. Poddam ją badaniom i za kilka dni przyjdę z wynikami – powiedział spokojnie medyk, wyciągając igłę. Z jakiegoś dziwnego powodu, widok jej trochę mnie zaniepokoił, co było dziwne i niecodzienne. Nigdy nie miałem problemów z igłami. Z pobieraniem krwi owszem, zdarzało mi się, bo widok krwi nie jest moim ulubionym, ale sama igła? Mimowolnie spojrzałem niepewnie na Haru, jakby... sam nie wiem, miał mi pomóc? Tylko w czym? Czego ja w nim szukałem?
Mój mąż trochę się obudził, zaraz znalazł się przy mnie i chwycił moją dłoń, uśmiechając się do mnie pokrzepiająco.
– Nie martw się. Zabiorą od ciebie tylko trochę krwi, nic wielkiego ani bolesnego – powiedział cicho, łagodnie, po czym zetknął na medyka. Miałem wrażenie, że i on teraz uważa to za przesadę.
Jeszcze trochę i wszyscy będą mieć mnie dosyć.
Może nie powinienem aż tak kombinować? Może powinienem pójść za wcześniejszą radą Haru? Zdecydować się na adopcję, i tylko tyle? Żadnych zmian, komplikacji... jeżeli się okaże, że to tylko moje zdrowie, nie ciąża, może powinienem wrócić do swojego ciała? Bo w tym nikomu nie służę, jeszcze więcej ze mną problemów.
– No i po krzyku – odpowiedział, kiedy medyk opuścił nasz pokój. – Wszystko w porządku? – dopytał, gładząc mój policzek.
– Tak, trochę zmęczony jestem – przyznałem, uśmiechając się blado. – Chyba się położę.
– Położyć się wraz z tobą? – zapytał, przyglądając mi się z uwagą.
– Nie, traciłbyś tylko na mnie czas. Nie byłeś dawno u swojej mamy. Może powinieneś spędzić z nią trochę czasu? – zaproponowałem, powoli idąc w stronę łóżka. Kilka dni, i wszystko już będziemy wiedzieć.
– Może faktycznej trochę z nią pogadam... – przyznał, pomagając mi dostrzeć do łóżka, bo chyba trochę za bardzo się kiwałem na boki. Miałem wrażenie, że w każdej chwili się przewrócę. – Ale najpierw zostanę z tobą, dopóki nie zasnę.
– Myślisz, że to był dobry pomysł, bym się zmieniał? Bym mógł zajść w ciążę? Do tej pory jestem tylko większym problemem... jak zwykle muszę za bardzo kombinować, i nic dobrego z tego nie wychodzi. Nie potrafię sobą być, boisz się mnie, o mnie, nie rozumiesz, przez co przechodzę, oddalamy się od siebie... Niepotrzebnie tyle planuję. Zawsze jak planuję, tylko pogardzam całą sytuację – zacząłem mówić cicho, niepewnie, opatulając się kocem. W tej sprawie musiałem poznać jego zdanie, było ono w końcu dla mnie bardzo ważne.
<Piesku? c:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz