Dzisiejszy dzień zdecydowanie należał do moich słabszych dni. Przy nieco bardziej gwałtownych ruchach czy jakichś schylaniach się robiło mi słabo i kręciło się w głowie. Z tego więc powodu postanowiłem nie nadwyrężać swojego ciała. Większość tego dnia spędziłem w łóżku, na czytaniu i czekaniu na mojego męża. Zastanawiałem się, czy tego dnia wróci jak zwykle za późno, czy może dotrzyma swojej obietnicy i wróci o poprawnej godzinie.
Cóż, pozostało mi czekać.
Jak zwykle trochę się denerwowałem. Czy Haru się podobało czy nie, zawsze będę się o niego martwić, póki tylko będzie pracował w tej pracy. Może nie powinienem tak szybko odchodzić...? Potrzebuje kogoś w tej pracy. Kogoś, na kim może polegać tak, jak na mnie, kiedy to ja byłem jego partnerem w pracy. Chociaż pewnie bym był tak trochę zazdrosny, bo jednak spędzałby z taką osobą jedną trzecią swojego życia, to chyba wolałbym, by kogoś takiego miał. By mógł na nim polegać w pracy, wyżalić się takiej osobie... Oby mu w końcu kogoś przydzielili. Może powinien napisać do naszego byłego dowódcy? Na pewno znalazłby kogoś na moje zastępstwo.
Nie wrócił o godzinie ideanej, spóźnił się te półgodziny, ale i tak był wcześnie jak na niego. Normalnie muszę na niego czekać jeszcze tak ze dwie godziny. Kiedy już zauważyłem, że koty się zebrały przy drzwiach, by powitać swojego pana, i ja podniosłem się z łóżka. Nie chciałem, by zobaczył mnie leżącego na materacu takiego wręcz zdechłego. Od razu zacząłby się martwić, jak to on, i dopytywać, i przesadzać... nie, nie chcę znów przez to przechodzić. Nie lubię, kiedy tak panikuje.
– Witaj w domu – odezwałem się, jeszcze zanim on się w ogóle odezwał. Podszedłem do niego, by przytulić się do jego ciała, nawet jeżeli ubrania były strasznie chłodne.
– Cześć – odpowiedział miękko, kładąc dłonie na moich biodrach. – Tęskniłem za tobą – dodał, tuląc mnie do siebie.
– Ja za tobą też – przyznałem, po chwili się od niego odsuwając. – Masz ze sobą te raporty?
– Mam, mam... Jesteś pewien, że chcesz na to patrzeć? Wyniki autopsji są szczegółowe i niezbyt smaczne – dodał niepewnie, poprawiając moje kosmyki, które niesfornie mi opadały na twarz. Może nawet przed wyjściem do pracy powinienem prosić go o to, by jakąś fryzurę mi robił? Nawet taką zwykłą, prostą, dla mnie tych włosów było za dużo, nie potrafiłem sobie z nimi poradzić, chociażbym bardzo chciał.
– Jeżeli na nie nie spojrzę, nie pomogę ci. Zresztą, to jest opisane, więc nie będzie tak źle. Ty w tym czasie zjedz, a ja przejrzę papiery – poprosiłem, obserwując jak grzebie w torbie.
– A ty? Co z tobą? – spytał, niepewnie wyjmując z środka białą teczkę.
– Dzisiaj jakoś tak nie mam ochoty na jedzenie – przyznałem zgodnie z prawdą, nie mogąc się doczekać, aż będę ją miał w swoich rękach.
– Nie podoba mi się ten pomysł... Wolałbym, żebyś coś zjadł – odpowiedział, a w jego głosie od razu wychwyciłem ten zmartwiony ton.
– Zjem na wieczór, by nie chodzić spać z pustym żołądkiem – zapewniłem go, zabierając od niego teczkę. – Z tego co wiem, dzisiaj na obiad kucharz przygofowuje stek wołowy. Powinien ci bardzo posmakować – dodałem, posyłając mu jeden z uspokajających uśmiechów, by już się tak nie przejmował.
<Piesku? c:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz