Myślę, że sam byłbym w stanie przygotować sobie zimną kąpiel. Tylko chwilę odpocznę… Faktycznie, zrobiło mi się trochę słabo. Już dawno nie spijał ze mnie aż tyle krwi. Drobne ugryzienia podczas zbliżenia to nic w porównaniu z tym, jak wiele przed chwilą ode mnie pobrał.
- Mogę sam to przygotować. Ty jeszcze musisz odpocząć - Powiedziałem, patrząc na niego z troską. - Nie wiem, czy taka ilość krwi pomoże ci szybciej dojść do siebie. - Nie chciałem, by się przemęczał. Zrobił już dla mnie wystarczająco dużo. Gdyby nie on i jego skrzydła, pewnie wciąż tkwilibyśmy tam, w tamtych ruinach. A przecież to wszystko wydarzyło się przez moją upartość.
- Przepraszam - Odezwałem się cicho, zanim Sorey zdążył coś powiedzieć. Chyba go tym zaskoczyłem.
- Za co mnie przepraszasz? - Zapytał, przekrzywiając lekko głowę i unosząc brew w znajomy sposób.
- Za ten pomysł z ruinami - Przyznałem z westchnieniem. - Miałeś rację. Powinniśmy byli zostać w domu. Gdybym nie naciskał, nic by ci się nie stało. Teraz jesteś osłabiony, i to tylko przeze mnie. - Czułem się z tym naprawdę źle. Chciałem po prostu spędzić z nim trochę czasu, tak jak kiedyś, beztrosko, po przyjacielsku. A tymczasem wszystko znów potoczyło się inaczej, jakby los uparcie próbował nam coś udowodnić.
Sorey nic nie powiedział. Zamiast tego przyciągnął mnie do siebie i objął mocno, chowając mnie w swoich ramionach.
- Nie mów tak, skarbie - Szepnął. - Nic z tego nie jest twoją winą. Nie mogłeś wiedzieć, że twój brat tam się pojawi… ani że będzie chciał mi coś zrobić. Jestem odpowiedzialny za siebie, jeśli komuś mam coś zarzucać, to tylko sobie. - Nie wiem, czy mówił do siebie czy do mnie, ale nie chciałem się z nim spierać. I tak wiedziałem, że to moja wina. I nic z tego nie zmieni.
- No już, rozchmurz się. - Pogładził mnie po policzku i wstał z łóżka. - Poczekaj tu na mnie, przygotuję ci chłodną kąpiel. - Zanim zdążyłem zaprotestować, wyszedł z pokoju. Tylko westchnąłem, pół zrezygnowany, pół rozczulony. *I co ja z nim mam?* Niby straszny demon, a potrafi być taki czuły, jeśli tylko chce.
Nie minęło wiele czasu, a już mogłem pójść do łazienki. Sorey, jak zwykle zbyt troskliwy, pomógł mi zdjąć ubranie i wejść do balii z chłodną wodą.
- Odpocznij i niczym się nie przejmuj. Jak poczujesz się lepiej, zawołaj mnie - Powiedział, a w jego głosie zabrzmiała lekka nuta rozkazu. - Pomogę ci się ubrać. - Parsknąłem cicho pod nosem.
- Dobrze, dobrze, zawołam cię - Obiecałem, wiedząc, że i tak dam sobie radę sam.
Zanurzyłem się w wodzie. Lodowata powierzchnia otuliła moje ciało i przyniosła natychmiastową ulgę. Czułem, jak zmęczenie ustępuje, jak oddech wraca do równowagi. Kiedy pił moją krew, czułem, jak słabnę z każdą chwilą, ale teraz, w objęciach chłodnej wody, odzyskiwałem siły.
Siedziałem tak może godzinę. Gdy w końcu wyszedłem, nie chciałem go budzić myślałem, że pewnie śpi. Nałożyłem więc jego koszulę, ogarnąłem bałagan i wróciłem do sypialni.
- Miałeś mnie zawołać - Odezwał się Sorey od razu, gdy tylko mnie zobaczył.
Uśmiechnąłem się lekko.
- Dobrze się czułem, więc nie chciałem cię niepokoić - Odpowiedziałem, podchodząc bliżej, by wtulić się w jego ciało. - A ty? Jak się czujesz? Pomogła ci moja krew? Jeśli trzeba, mogę dać ci jej jeszcze trochę. - Spojrzałem na niego poważnie, gotów poświęcić się bez wahania.
<Pasterzyku? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz