Wiem, że przesadzam i to zdecydowanie za bardzo, ale co ja poradzę, że się o niego martwię? Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze to dziwne wrażenie, że się zmienił. Jakby coś w nim było inne. Pachniał inaczej, łagodniej, cieplej… tak, jakby naprawdę był w stanie błogosławionym. Nie mam jednak żadnej pewności. Wiem tylko jedno nieważne, co by się działo, będę o niego dbał i pilnował, żeby był cały i zdrowy.
- Skupię się, już mówiłem, że nie zapomnę. Przynieś ci tylko te dokumenty, pamiętam przyniosę - Powtórzyłem po raz kolejny, może nawet trzeci z rzędu. - Może i mam pamięć krótkotrwałą, ale ważnych rzeczy nigdy nie zapominam.
Naprawdę pamiętałem, co mam ze sobą zabrać. Nie musiał mi tego powtarzać w kółko, głupi aż tak nie jestem, a pamięć, choć zawodna w drobiazgach, nie zawodzi w sprawach istotnych.
- Oby. Bo jeśli zapomnisz, będziesz musiał wracać po te dokumenty do pracy - Odparł, próbując brzmieć groźnie.
Machał przy tym palcem w moją stronę z taką powagą, że aż trudno było się nie uśmiechnąć. Ale nie mogłem tego pokazać, znałem go dobrze. Gdyby tylko zobaczył cień rozbawienia na mojej twarzy, pewnie by się obraził, a tego zdecydowanie wolałem uniknąć. Odpowiedziałem więc tylko poważnym skinieniem głowy, jakby naprawdę przestraszyły mnie jego słowa.
- Oczywiście, dla ciebie wszystko - Rzuciłem z lekkim uśmiechem. - A teraz pozwól, że spokojnie zjem. Czeka mnie dziś ciężki dzień, więc chociaż przed pracą chciałbym chwilę odetchnąć. - Na szczęście moja panienka nie drążyła dalej. Kiwnęła tylko głową i zajęła się swoim posiłkiem, pozwalając mi skupić się na jedzeniu. Jadła delikatnie, z gracją, jak zawsze. Ja natomiast, głodny jak wilk, pochłaniałem każdy kęs z tą desperacką potrzebą nasycenia, która towarzyszyła mi od rana. Wiedziałem, że jeśli się porządnie nie najem, w pracy nie będę w stanie skupić myśli.
Jedliśmy w ciszy, w tym rzadkim, kojącym spokoju, który zdarza się tylko o świcie. Czas jakby zwolnił, a ja chciałem, by ta chwila trwała choć odrobinę dłużej. Niestety, w końcu musiałem się zebrać.
- Do zobaczenia - Powiedziałem, wstając i poprawiając płaszcz. - Postaram się dziś wrócić wcześniej, ale niczego nie obiecuję. - Nachyliłem się i ucałowałem go w czoło. - I tak nie zapomnę - Dodałem z uśmiechem, doskonale wiedząc, że jeszcze dziś mi to wypomni.
- Mam nadzieję. Bezpiecznej pracy i szybkiego powrotu do domu - Zawołał za mną, gdy odprowadził mnie do drzwi.
- Do zobaczenia - Odparłem, wychodząc na chłodne powietrze.
Zniknąłem w ciemnym lesie, idąc dobrze znaną mi ścieżką do pracy. Drzewa szeptały cicho, a mgła snuła się między pniami, jakby chciała mnie zatrzymać choć na chwilę dłużej, zanim znów zanurzę się w codzienność.
Moja codzienność w pracy nie była niczym nowym. Te same ściany, te same papiery, ten sam zapach atramentu i kurzu. Po wejściu od razu zabrałem się za dokumenty rutyna, której nie trzeba już było tłumaczyć ani przypominać. Wszystko szło swoim utartym torem, jak zawsze… z tą jedną różnicą, że dziś coś we mnie drgnęło.
Postanowiłem, że nie spędzę całego dnia przy biurku. Musiałem się ruszyć, przejść po mieście, popytać ludzi, dowiedzieć się czegokolwiek. Może ktoś coś widział. Może ktoś coś słyszał. Może choć jedna osoba powie mi coś, co pozwoli inaczej spojrzeć na całą sprawę.
Taka pomoc, choćby najmniejsza, potrafi czasem okazać się bezcenna. Ludzie widzą i słyszą więcej, niż im się wydaje, a ja cóż nie miałem nic do stracenia. W końcu kto pyta, nie błądzi. A ja już wystarczająco długo błądzę, gubię tropy, marnuję czas. Nie mogłem sobie pozwolić, by robić to dalej bez celu...
<Panienko? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz