środa, 5 listopada 2025

Od Soreya CD Mikleo

 Na początku miałem pewne wątpliwości odnośnie tego pomysłu. Obawiałem się, czy w ogóle będę w stanie się od niego oderwać. Doskonale zdawałem sobie sprawę z tego, jak jego krew jest cudowna, jak trudno mi się od niej oderwać, kiedy już poczuję jej smak, zwłaszcza teraz, kiedy byłem osłabiony, będę podświadomie czuł, że daje mi siłę. Nie chcę go skrzywdzić jeszcze bardziej, niż do tej pory krzywdziłem. 
Ale jak ja mam mu powiedzieć nie, kiedy on sam się nastawia? 
Za wszelką cenę starałem się nie zatracić w jego krwi, co nie było takie proste. Musiałem mieć z tyłu głowy to, że zaraz muszę się odsunąć. Że nie mogę wypić jej tyle, ile mój organizm potrzebuje, bo to może go skrzywdzić, jak nie zabić. 
W końcu odsunąłem się od niego, zlizując tę ostatnią kropelkę krwi, która spłynęła pobiegł szyi. Następnie też chwyciłem za ręcznik, który zawsze trzymaliśmy przy łóżku na różne wypadki, i przyłożyłem go do rany, którą spowodowałem. 
– Dziękuję – powiedziałem, muskając ustami jego czoło. – Musisz teraz wejść do wody, zaleczyć to, by cię nie drażniło – poleciłem mu, delikatnie gładząc jego chłodny policzek. 
– Jesteś pewien, że wypiłeś jej tyle, ile potrzebujesz? – zapytał, przyglądając mi się z uwagą i zmartwieniem. 
– Jestem pewien, że wypiłem jej za mało. Ale nie mogę się leczyć kosztem twojego zdrowia. Nie zasługuję na to – odpowiedziałem, uśmiechając się delikatnie. – To, co wypiłem, na pewno wspomoże mój powrót do zdrowia. Zobaczymy tylko, w jakim stopniu. 
– Jeżeli chcesz więcej... – zaczął, ale zaraz mu przerwałem. 
– To mi starczy – przyznałem, uśmiechając się łagodnie. – A tobie już z pewnością. Przygotować ci chłodna kąpiel w łazience? A może przejdziemy się do jeziora? Dasz w ogóle radę się przejść? Trochę tej krwi z ciebie wypiłem, możesz czuć ogólne osłabienie i zawroty głowy. 
– Nic mi nie jest, możemy iść nad jezioro – stwierdził, podnosząc się z łóżka. Zaraz po tym go musiałem łapać, zrobił to zbyt szybko, zbyt gwałtownie. A mówiłem mu, że ma uważać, ale nie. Mój biedaczek... Chyba jednak za dużo wypiłem. A tak starałem się, by nie przesadzić. 
– Właśnie widzę – mruknąłem, pomagając mu na powrót usiąść na łóżku. – Może zaczniemy od kąpieli w balii? A później nad jezioro. I w międzyczasie, jak będziesz się regenerować, ja zajmę się zwierzakami. Tak będzie najefektywniej. 
– To nic takiego, za szybko wstałem – odpowiedział, uśmiechając się do mnie łagodnie, by mnie uspokoić. Ale ja swoje wiedziałem. To przeze mnie się tak poczuł, a nie dlatego, że za szybko wstał. 
– Na pewno. Poczekaj tu chwilkę, przygotuję ci kąpiel – poleciłem, nim opuściłem sypialnię. 

<Owieczko? c:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz