Zmrużyłem oczy, powstrzymując w sobie chęć zabicia go na miejscu tu i teraz. Nic mnie już nie powstrzymywało. Kontrakt został zerwany, i ja dopilnuję, by wszyscy wiedzieli, kto zawinił. A jednak... czułem, że nie mogłem go zabić. Oboje zawdzięczamy sobie życie. On pomógł mi z nadmiarem najemników, ja go uchroniłem przed słońcem. On znalazł wyjście, a ja muszę pomóc mu się stąd wydostać. Znaczy, nie muszę, nikt mi nie każe, ale wiem, że jeśli go tu zostawię, mogą go tu znaleźć. Z jednej strony mordercze słońce, z drugiej banda uzbrojonych po srebro debili. Jest dobry, jak na młodego młokosa, ale to mu nie wystarczy, by przetrwać. Zresztą, jak przeżyje, to wkurwi mojego zleceniodawcę.
Zdjąłem z ramion płaszcz, który następnie mu podałem.
– A po co mi twoje śmierdzące ubranie? – spytał niezadowolony, marszcząc nos.
– Ochroni cię przed słońcem. Musimy dostrzec do tych ruin, w których się ostatnio zatrzymaliśmy. Nie są świadomi, że pod nimi są lochy. Ukryjemy się w nich. Jeśli tu zostaniesz, zaraz cię mogś znaleźć – powiedziałem, zerkając do tyłu. Wiedziałem, że to kwestia czasu, nim znajdą to przejście. Im więcej on mnie drażni, tym mniej czasu mu pozostaje.
– Żartujesz chyba – powiedział, a w jego głosie wybrzmiało autentyczne przerażenie.
– Raz cię obronił. Zresztą, masz do wyboru to, albo pewną śmierć. Jest ich tam na górze tyle, że przetrząsną każdą dziurę. Z dobroci serca oferuję ci pomoc – odpowiedziałem, mając dosyć jego przeciągania. Jeżeli teraz powie mi nie, po prostu stąd pójdę.
A on, jak na złość, zabrał płaszcz.
Narzucił go na siebie, ukrywając się pod nim cały, schował twarz w głębokim kapturze, a ja mogłem dostrzec jego obrzydzenie i zdenerwowanie.
– Nienawidzę cię. Na wszystkich bogów, jak ja cię nienawidzę. Wszystko byłoby w porządku, gdybyś nie wszedł mi w paradę – mamrotał, idąc za mną bardzo niepewnie.
– Nie marudź. Złość piękności szkodzi, i z nim się wtedy będziesz kładł? – posłałem mu lekki, pełen cynizmu uśmiech. – Jeżeli szybko przemkniemy, nic ci nie będzie. Sprawnie i szybko do celu, nie są aż tak daleko.
– Za kilka monet zniszczyłeś mi całe życie – wymamrotał, starając tuż przed wyjściem. – Nie, pierdolę to, ja tu zostaję, twój płaszcz gówno mi da.
– Na pewno da ci więcej niż zostanie tutaj. Idziesz ze mną, czy zostajesz? – zapytałem, odwracając się w jego stronę tak, by zakryć wpadające promienie słoneczne. Ja też jestem ścigany, i przez niego tracę czas, a muszę się jeszcze dokładnie opatrzeć i wyspać. Tak, sen też dobrze mi zrobi.
<Wampirze? c;>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz