Jak na jebanego wampira byłem naprawdę posrany, serce niby martwe i zimne waliło mi tak, jakby chciało rozwalić klatkę piersiową. Oczywiście to tylko złudne wrażenie, w końcu wampiry serca nie mają a przynajmniej nie takie jak ludzki, to zdecydowanie nie to samo.
Aby przeżyć trzymałem się kurczowo za ramieniem mężczyzny, żeby przypadkiem słońce nie mogło mnie dotknąć. Czułem, jak każdy włos na karku staje dęba gdy tylko myślałem, że słońce we mnie uderzy..
Bojąc się o swoje życie, w głowie powtarzałem sobie słowa puste, bezsensowne i głupie, lecz w tej chwili znaczące. Jeśli tu zginę, obiecuję że go zabiję. To jego wina, to on mnie w to wpakował i to on za to oberwie.
Czując złość, milczałem, nie dlatego, że nie miałem nic do powiedzenia, lecz dlatego, że bałem się słońca. Gdybym teraz za bardzo go rozdrażnił, mógłby zrobić coś głupiego. Wystarczyłby jeden ruch, jedno pchnięcie, a znalazłbym się poza cieniem jego płaszcza i to byłby mój koniec, a tego nie chciałem, to jeszcze nie mój czas.
Dopiero gdy dotarliśmy do koszar, mogłem zrzucić z siebie jego odzienie i wreszcie odetchnąć. Strach ustąpił, a jego miejsce zajęła czysta, gorąca złość na tego palanta, który mnie tu przyprowadził.
- Palant - Burknąłem, rzucając mu płaszcz, który jeszcze przed chwilą ratował mi życie.
- A może tak „dziękuję”, co? - Odparł z kpiną. - Uratowałem ci życie, trochę wdzięczności by nie zaszkodziło ty gnido - Warknął w moją stronę zakładając płaszcz na swoje ciało.
- Uratowałeś mi życie? Gdyby nie ty, nie trzeba było by go ratować - Fuknąłem, ruszając głębiej do ruin, bojąc się słońca które mogłoby się tu dostać.
Słyszałem, jak cicho prychnął, słyszałem, jak drwił ze mnie, idąc krok w krok w głąb ruin.
Ależ mnie drażnił. Nienawidziłem go, a jednocześnie, nie chcę się przyznać, ale podobało mi się wywoływanie w nim złości, zwłaszcza gdy widziałem, że na niego świetnie to działa. Był naprawdę uroczym facetem.
- Gdybyś nie był taki głupi, nie dałbyś się złapać, a gdybyś nie dał się złapać nic by ci nie groziło - Obił piłeczkę, mówiąc dokładnie to, czego nie musiał mówić, a jednak chciał, niby nie chciał grać w tę grę, a jednak mnie drażnił i po co mu to było?
- A może to była gra? - Odparłem z fałszywą nonszalancją. - Może chciałem, żebyś mnie złapał, bo lubię się bawić i drażnić takich jak ty - Zadrwiłem, szczerząc się do niego głupkowato.
- Weź zamknij już ten ryj - Mruknął, znajdując sobie miejsce w którym to położył się aby odpocząć.
- Ależ oczywiście zamknę się, tylko uważaj, bo gdy ty będziesz spał ja mogę pozbawiać cię kończyn - Zagroziłem, uśmiechając się przy tym promienie, trochę tak jakbym nie mówił niczego strasznego.
Mężczyzna prychnął zerkając na mnie.
- Tylko spróbuj a możesz długo nie być w stanie chodzić - Zagroził, a to akurat mi się podobało, bardzo mi się podobało, lubię taką przemoc.
- Mrr, a co chciałbyś mi zrobić? Bo wiesz, jak w porównaniu do ciebie potrafię naprawdę wiele - Wymruczałem, nie przestając szeroko uśmiechać się do mężczyzny.
<Człowieku? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz