poniedziałek, 10 listopada 2025

Od Eliana CD Serathiona

 Drażnił mnie. On to robił specjalnie, i świetnie się przy tym bawił. Muszę zrobić coś, by mu ten uśmieszek zedrzeć z ust. Zaskoczyć, by zamknął się chociaż na chwilę. Potrzebowałem minimum czterech godzin nieprzerwanego, głębokiego snu, by być gotowym na wszystko. Nie za bardzo przejąłem się jego słowami odnośnie odcięcia mi nóg, straciłbym za dużo krwi, a na to by nigdy nie pozwolił. 
W jednej chwili znalazłem się przy nim. Chwyciłem go za szyję, dociskając do ściany. Lekkie zaskoczenie przemknęło przez jego twarz; ledwo widoczne, gdybym nie bym spostrzegawczy, drwina wszystko by mi przysłoniła. 
– Odciąłbym ci głowę. W końcu byś zamilkł raz na dobre – syknąłem, mrużąc oczy. – Ale wpierw może bym sobie ciebie poużywał. Takie ładne ciało aż szkoda zmarnować – dodałem, zaciskając dłoń na jego biodrze. Chciałem go podrażnić, czułem, że z jakiegoś dziwnego powodu mu się to podoba. Delikatne drżenie ciała, przyspieszony oddech, lekko rozszerzone źrenice. Niesamowite. Na wszystko się one rzucą. – Więc tego chcesz. By traktować cię jak sukę. Żałosne – puściłem go, siadając ciężko na ziemi. Chwila przerwy dobrze mi zrobi. 
– Żałosne jest to, że nawet nie potrafiłbyś mnie znieść – powiedział rozbawiony, zajmując miejsce naprzeciwko mnie. Jakże miałem ochotę pokazać mu, że się myli. I coś czułem, że dopiero wtedy by mi dał spokój. 
– Ja ciebie? To ty mi się poddałeś już po pięciu minutach. Skoro raz cię zdominowałem, kolejny raz to kwestia czasu – puściłem mu oczko, po czym zabrałem się za zdejmowanie górnej części swojego ubrania. Należało porządnie zająć się raną, by nie wdało się żadne zakażenie. Przede wszystkim potrzebowałem jeszcze światła... Co nieco widziałem, ale to zdecydowanie za mało. – Jak chcesz się do czegoś przydać, to rozpaliłbyś światło – rzuciłem, przyglądając się swojej ranie na klatce piersiowej. Na szczęście była płytka, jednak jeżeli ostrze było zatrute... powinienem wziąć antidotum, na powszechne trucizny. Czułem, że za wiele od nich nie należało wymagać. 
– Sam sobie radź – burknął, a jego nozdrza poruszyły się, wyłapując zapach krwi, mojej krwi, na pewno bardziej apetycznej niż taka krew zająca. 
– Ja tu ci serce na dłoni podaję, własnym ciałem chronię, a ty mi się tak odwdzięczasz? Wampiry to naprawdę bezduszne istoty – pokręciłem głową z udawanym niedowierzaniem, wyciągając z torby czystą szmatkę oraz czysty alkohol. Kiedy tylko otworzyłem buteleczkę, uderzył we mnie ten obrzydliwy zapach spirytusu, aż mnie wykrzywiło. Jak to można pić? W tej kwestii bardziej zrozumiem wampiry niż niektórych ludzi, chyba wolałbym krew. – A kto wie, jakbym miał dobry humor, wspomógłbym cię swoją krwią. 
– A w to akurat bym ci nie uwierzył – wzruszył ramionami, łaskawie zapalając w końcu pochodnię. 
– Czemu? Mamy wspólny cel, ty chcesz wykończyć resztę Durandów, ja chcę ich złota. Jestem w stanie zainwestować w tę współpracę, by nam się udało – przyłożyłem ściereczkę do rany, nawet się nie krzywiąc, kiedy poczułem pieczenie. 

<Niedowiarku? c:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz