poniedziałek, 10 listopada 2025

Od Serathiona CD Eliana

 Mieliśmy wspólny cel to fakt, nie mogłem temu zaprzeczyć, ale wcale nie oznaczało to, że mu ufałem. Zaufanie to coś innego, jego krew na pewno miała dla niego wartość osobistą i nie zamierzałem mu jej odbierać. Poza tym ja piłem tylko z przymusu. To była jedna z tych bolesnych konsekwencji rozpoczętej wojny z ludźmi, gdy wampir raz spróbuje ludzkiej krwi, powrót do smaku zwierzęcej krwi staje się prawie niemożliwy, a jednak, będę musiał spróbować gdy zabiję tych na których pragnę zemsty.
- Oczywiście, i tak dla pieniędzy oddasz mi krew - Rzuciłem, przewracając oczami. Zapach alkoholu uderzył mnie w nozdrza i mimowolnie się skrzywiłem, nie lubiłem takich zapachów, były zdecydowanie zbyt ostre a moje nozdrza, no cóż zbyt delikatne.
- Kto wie - Odpowiedział, wzruszając ramionami - Gdybym miał dobry dzień, może bym cię uszczęśliwił. - Powiedział to, wpatrzony w własną ranę, jakby ból który próbował ukryć tańczył na jego twarzy. I przyznam szczerze, jego krew miała bardzo przyjemny zapach, aż prosiło się, by go spróbować.
Próbowałem odgonić tę myśl. Na Boga, czy naprawdę o tym myślę? Jego krew nie powinna mnie w ogóle interesować. Nie jestem drapieżnikiem kierującym się instynktem, mogę się powstrzymać. Nie muszę atakować każdego, kto ma ładnie pachnącą krew albo kogo zapach tak łatwo rozbudza moje zmysły. A jednak ten zapach… był tak kuszący, że trudno było go zignorować.
- Pomyślę o tym, jak cię zabiję we śnie - Wyszeptałem, choć słowa zabrzmiały półżartem, półgroźbą. Przysunąłem się bliżej, rozświetlając mrok ruin światłem ognia na pochodni.
Mój towarzysz tylko przewrócił oczami, nie przejmując się moją wypowiedzią, w końcu to tylko groźba, nie pierwszy raz jej używam, a on nie pierwszy raz pokazuje, że jest silny. I chociaż nie jest silniejszy ode mnie, wciąż jest na tyle potężny, by mnie w jakim stopniu uszkodzić.
- Weź się już zamknij, ciągle tylko gadasz i nic poza tym nie robisz. Mógłbyś się chociaż bardziej postarać - Mruknął, zupełnie mnie ignorując i skupiony na swoim zadaniu.
Westchnąłem cicho, w końcu dając mu spokój. Nie dlatego, że on tego chciał, lecz dlatego, że ta cała gra zaczynała mnie już nużyć. On mnie ignorował, a ja mówiłem dalej bez celu, bez sensu. To przestało być zabawne, przynajmniej tym razem.
Pilnując, by ogień nie zgasł, uważnie go obserwowałem, skupiając wzrok na ranie, którą się zajmował.
- A ty co, zakochałeś się? - Zpytał, zakładając koszulkę, gdy rana była już dobrze zabezpieczona.
- W twojej krwi może, w tobie, absolutnie nie, głupi człowieku - Mruknąłem, podając mu pochodnię. W końcu to on jej potrzebował, nie ja. Dobrze widziałem w ciemności, światło nie było moim problemem. - Lepiej idź już spać, nim faktycznie odeśle cię do krainy wiecznego sni - Dodałem, dostrzegając ten drażniący mnie uśmiech.
- Wiesz co, tylko grozisz a tak naprawdę nic więcej z tym nie robiąc, to żałosne - Mruknął, zajmując miejsce przy ścianie.
- No przecież mówię, że zabiję cię we śnie - Odparłem, ukazując mu swoje piękne białe zęby, zajmując miejsce z dala od niego, aby mógł odpocząć w spokoju, w końcu był mi potrzebny, czy mi się to podobało czy też nie i tego nie zaprzecze. 

<Człowieku? C:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz