Mieliśmy wspólny cel to fakt, nie mogłem temu zaprzeczyć, ale wcale nie oznaczało to, że mu ufałem. Zaufanie to coś innego, jego krew na pewno miała dla niego wartość osobistą i nie zamierzałem mu jej odbierać. Poza tym ja piłem tylko z przymusu. To była jedna z tych bolesnych konsekwencji rozpoczętej wojny z ludźmi, gdy wampir raz spróbuje ludzkiej krwi, powrót do smaku zwierzęcej krwi staje się prawie niemożliwy, a jednak, będę musiał spróbować gdy zabiję tych na których pragnę zemsty.
- Oczywiście, i tak dla pieniędzy oddasz mi krew - Rzuciłem, przewracając oczami. Zapach alkoholu uderzył mnie w nozdrza i mimowolnie się skrzywiłem, nie lubiłem takich zapachów, były zdecydowanie zbyt ostre a moje nozdrza, no cóż zbyt delikatne.
- Kto wie - Odpowiedział, wzruszając ramionami - Gdybym miał dobry dzień, może bym cię uszczęśliwił. - Powiedział to, wpatrzony w własną ranę, jakby ból który próbował ukryć tańczył na jego twarzy. I przyznam szczerze, jego krew miała bardzo przyjemny zapach, aż prosiło się, by go spróbować.
Próbowałem odgonić tę myśl. Na Boga, czy naprawdę o tym myślę? Jego krew nie powinna mnie w ogóle interesować. Nie jestem drapieżnikiem kierującym się instynktem, mogę się powstrzymać. Nie muszę atakować każdego, kto ma ładnie pachnącą krew albo kogo zapach tak łatwo rozbudza moje zmysły. A jednak ten zapach… był tak kuszący, że trudno było go zignorować.
- Pomyślę o tym, jak cię zabiję we śnie - Wyszeptałem, choć słowa zabrzmiały półżartem, półgroźbą. Przysunąłem się bliżej, rozświetlając mrok ruin światłem ognia na pochodni.
Mój towarzysz tylko przewrócił oczami, nie przejmując się moją wypowiedzią, w końcu to tylko groźba, nie pierwszy raz jej używam, a on nie pierwszy raz pokazuje, że jest silny. I chociaż nie jest silniejszy ode mnie, wciąż jest na tyle potężny, by mnie w jakim stopniu uszkodzić.
- Weź się już zamknij, ciągle tylko gadasz i nic poza tym nie robisz. Mógłbyś się chociaż bardziej postarać - Mruknął, zupełnie mnie ignorując i skupiony na swoim zadaniu.
Westchnąłem cicho, w końcu dając mu spokój. Nie dlatego, że on tego chciał, lecz dlatego, że ta cała gra zaczynała mnie już nużyć. On mnie ignorował, a ja mówiłem dalej bez celu, bez sensu. To przestało być zabawne, przynajmniej tym razem.
Pilnując, by ogień nie zgasł, uważnie go obserwowałem, skupiając wzrok na ranie, którą się zajmował.
- A ty co, zakochałeś się? - Zpytał, zakładając koszulkę, gdy rana była już dobrze zabezpieczona.
- W twojej krwi może, w tobie, absolutnie nie, głupi człowieku - Mruknąłem, podając mu pochodnię. W końcu to on jej potrzebował, nie ja. Dobrze widziałem w ciemności, światło nie było moim problemem. - Lepiej idź już spać, nim faktycznie odeśle cię do krainy wiecznego sni - Dodałem, dostrzegając ten drażniący mnie uśmiech.
- Wiesz co, tylko grozisz a tak naprawdę nic więcej z tym nie robiąc, to żałosne - Mruknął, zajmując miejsce przy ścianie.
- No przecież mówię, że zabiję cię we śnie - Odparłem, ukazując mu swoje piękne białe zęby, zajmując miejsce z dala od niego, aby mógł odpocząć w spokoju, w końcu był mi potrzebny, czy mi się to podobało czy też nie i tego nie zaprzecze.
<Człowieku? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz