poniedziałek, 10 listopada 2025

Od Eliana CD Serathiona

 Zabójstwo we śnie nie byłoby aż takie złe. Co prawda, daleko mu do śmierci ze starości w bujanym fotelu na ganku, ale nie wybrzydzałbym, gdybym już miał taki wybór. Zwinąłem kurtkę tak, by powstało z tego coś na wzór poduszki, przykryłem się płaszczem, który jeszcze nie tak dawno temu uchronił tę pijawkę przed słońcem, i chwyciłem w dłoń sztylet, z którym zamierzałem spać, tak, jak zawsze. Wtedy czuję się najbezpieczniej; niezależnie od miejsca, w którym śpię i z kim śpię, chociaż jeszcze nigdy nie dzieliłem z nikim pokoju, czy też lochów w tym przypadku. Zawsze spałem sam, i nie wyobrażam sobie, żeby było inaczej. Jak ludzie mogą dzielić ze sobą materac? Przytulać się? Przecież jest to mało praktyczne, niewygodne, niebezpieczne. Nawet kiedy byłem mały, i trzeba było spać w kupie, by nie zmarznąć przez noc, nie cierpiałem tego. Te wszystkie ciała, i bród, i ręce, śmierdzące oddechy? Obrzydliwe. 
Mimo wampira obok siebie, zasnąłem bardzo szybko. Wiedziałem, że mi nic nie zrobi. Jeszcze nie. Nie wiem, jak to będzie wyglądało później, ale póki na ten moment przyświecają nam zbieżne cele, mogę się czuć spokojny. 
Wynudziłem się sam. Nie wiem, po ilu godzinach, ale byłem wystarczająco wypoczęty, by móc zacząć działać. Wampir jak zwykle siedział w najciemniejszym kącie, a kiedy dostrzegł mój wzrok, uśmiechnął się zadziornie. Trochę mnie zaskoczył. Byłem pewien, że będzie chciał mnie trochę nastraszyć... a może zauważył, że trzymam pod kurtką nóż i wolał nie ryzykować? Podniosłem się do siadu, od razu kierując wzrok ku wyjściu. Do zmierzchu jeszcze około trzech godzin. Myślę, że to najwyższa pora, by co nieco ustalić z moim nowym wspólnikiem. 
– Śpiąca królewna w końcu wstała – usłyszałem jego drwiący głos. 
– I to żywa. Czuję się oszukany – odpowiedziałem, na chwilę jeszcze ściągając koszulkę, by móc pozbyć się opatrunku. Tak jak podejrzewałem, po ranie została tylko cienka kreska, jedna z wielu do kolekcji. Blizn na swoim ciele trochę miałem, zarówno po ugryzieniach tych paskudztw, jak i zadrapaniach, ostrzach czy pociskach. Mimo, że specjalizowałem się w unicestwieniu wampirów, walczyłem z wieloma istotami, w tym chociażby z ludźmi, najczęściej takimi, którzy to lubią łamać kontrakty. 
– Jak ty to zrobiłeś? – zapytał, nie kryjąc zaskoczenia w swoim głosie. – Jesteś tylko człowiekiem, jakim cudem nie ma po tym ani śladu? 
– I co, już się stęskniłeś za zapachem mojej krwi? – zapytałem, na powrót się ubierając. – Nie wydaje mi się, by po informacji o tym, że uciekliśmy, w rezydencji pozostał któryś z naszych celów. A nawet jeżeli ktoś, wejście na dwór pełen najemników to samobójstwo. Trzeba dowiedzieć się, skąd i po co ich tam tylu jest. Poczekać, aż rozwój wypadków potoczy się na naszą korzyść. 
– Gdyby nie ty, już dawno moja zemsta by się ziściła – syknął, nieco rozjuszony. 
– Masz przed sobie całą wieczność, co ci szkodzi poczekać jeszcze trochę? Twoje życie będzie miało dłużej sens – uśmiechnąłem się do niego gorzko, poprawiając swoje włosy. Zresztą, zemsta najlepiej smakuje na zimno. 

<Wampirku? c:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz