poniedziałek, 10 listopada 2025

Od Serathiona CD Eliana

Ciężko westchnąłem, gdy jego słowa dotarły do moich uszu, zdecydowanie nie to chciałem usłyszeć, nie to w ogóle mi się nie podobało..
~ Mam całą wieczność? - Pomyślałem. Przecież to nie miało najmniejszego sensu. Bo ja może i będę żył wiecznie, ale oni nie. Zabijanie ludzi, którzy nie skrzywdzili moich bliskich, też nie miało sensu. Nie jestem potworem. To znaczy jestem, ale to oni mnie do tego zmusili. Gdyby nie to nigdy bym nie zabił, a przynajmniej nie człowieka niewinnego.
- Wieczność na zemstę? Co ty w ogóle opowiadasz, jaka wieczność? Oni wiecznie żyć nie będą - Stwierdziłem, podnosząc się z ziemi. Miałem mało czasu, przynajmniej nie tak wiele, jakbym chciał. Ludzie nie są wieczni, a moja zemsta musi zostać dokonana, póki jeszcze żyją.
- Może wiecznie żyć nie będę, ale też nie umrą w przeciągu kilku dni. Musimy wszystko przemyśleć, podejść do tego z głową - Pouczał mnie, jakbym był dzieckiem, choć sam nie wyglądał na nadmiernie dojrzałego. Patrząc na to, ile ma lat w ludzkim świecie, a ile ja w moim, wciąż byłem niedoświadczonym dzieciakiem, który pragnął jedynie się mścić, przy okazji dobrze bawiąc, bo czym byłaby zemsta bez zabawy?
- Czy ty mnie pouczasz? - Zapytałem, unosząc jedną brew ku górze.
- Tak, wygląda na to, że tak. Jesteś jeszcze bardziej głupi i masz mało wiedzy - Odparł. - Muszę myśleć za ciebie, bo coś czuję, że w innym wypadku obaj zginiemy. - Poprawiał koszulę, ukrywając ciało przyjemne dla oka. Jego towarzystwo miało swoje zalety ładna twarz, zgrabna sylwetka, chociaż odrobina tej ludzkiej która mnie nie odtrąca.
- Ja głupi? Przynajmniej nie rudy, do tego moja matka nie była dziwką - Mruknąłem, napawając się jego złością i irytacją.
Mężczyzna prychnął cicho, przywracając oczami, gdy jego uśmiech który był ledwie zauważalny pojawił się na jego twarzy. On wiedział, że robię mu na złość i chyba nie robiło to na nim większego wrażenia.
Przez chwilę obserwowałem jego twarz. Myśli w mojej głowie mieszały się jak odgłosy burzy plan, wściekłość, wątpliwość. Wiem jedno nie mogę pozwolić, żeby gniew mnie pożarł. Muszę być mądrzejszy niż oni są a przynajmniej mądrzejszy od niego samego.
Mężczyzna znów nie chciał ze mną rozmawiać, a ja nudziłem się niemiłosiernie, czekając aż nadejdzie całkowity mrok, bym mógł opuścić ruiny. Zdecydowanie jest zbyt nudny, mógłby się trochę postarać.
- Nareszcie - Burknąłem, opuszczając ruiny, gotów ruszyć do domu, jak najdalej od tego nudnego człowieka.
- A ty gdzie się wybierasz? - Zapytał Elian, chwytając mnie za ramię i powstrzymując przed odejściem.
- Jak to gdzie? Wracam do domu. Skoro i tak nie możemy ich teraz zaatakować, bo są przygotowani, to po co próbować? Trzeba się zaszyć na chwilę. Sam stwierdziłeś, że mam czas na zemstę, ale ty będziesz musiał obejść się bez pieniędzy - Dodałem. - No chyba że bardzo ich potrzebujesz. Tam, gdzie mieszkam, mam ich pod dostatkiem. Nie wiem, po co ojcu był ten skarbiec, nie potrzebujemy tego i nigdy nie potrzebowaliśmy. - Mruknąłem, rozciągając leniwie mięśnie.

<Towarzyszu? C:> 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz