poniedziałek, 10 listopada 2025

Od Eliana CD Serathiona

 Na jego słowa uniosłem jedną brew. Tak po prostu chce poczekać? Zamiast się dowiedzieć? Nie obchodziło go to, skąd mają na wszystko pieniądze, których przecież nie mają? Po co im tyle ludzi? To nie była jedna grupa najemników, tylko kilka, z tego co na szybko widziałem. Musi więc gdzieś być ogłoszenie, może poczta pantoflowa? W pobliskich gospodach bym się czegoś dowiedział. Potrzebowałem jednak pieniędzy, a także też może trochę wypadałoby przeczekać burzę, którą zostawiliśmy za sobą. Na pewno nas szukają. Na pewno nam łatwo nie odpuszczą. Muszę odezwać się do swoich kontaktów, posmarować tu i tam...
Za co? 
– Skoro nie chcesz tych pieniędzy, ja na pewno dobrze je wykorzystam. Oczywiście w naszej sprawie – obiecałem, na co wampir wywrócił oczami. Zawsze się zastanawiałem, po co wampirom aż tyle pieniędzy? Jak raz sobie kupią wielki dom, jedwab i kryształowe naczynia... No to mają wszystko. Nie muszą się martwić o jedzenie, picie, ich ubrania też dłużej wytrzymują... już nie mówiąc o tym, że mają znacznie więcej czasu, by rozgryźć życie, znaleźć sposób na dorobek. Ludzie wiecznie muszą się spieszyć, bo w każdej chwili ich życie może zgasnąć jak zapałka. Dzięki takim jak ja, bestie też muszą się mieć na baczności. 
– Ależ oczywiście, pieczona kaczka bardzo dobrze przysłuży „naszej sprawie” – sarknął, kierując się ku wyjściu. Nie znikał, nie zmieniał się w mgłę, nie uciekał, chociaż mógł. Dlatego spokojnie ruszyłem za nim. Nawet jak zaraz mi zniknie, też musiałem opuścić to miejsce. 
– Dobry posiłek wspomaga myślenie, poprawia jasność umysłu. Coś o tym na pewno wiesz – odpowiedziałem, uśmiechając się gorzko.
– Jak tak wspominasz o posiłku, to się aż głodny robię. Twoja krew pachnie wyjątkowo kusząco – odpowiedział, a na jego słowa uśmiechnąłem się lekko. 
– Nie jesteś pierwszy, który mi to mówi. Niektórzy nawet mieli okazję mnie spróbować. Też byli zachwyceni – powiedziałem lekko, nie przejmując się tym. Kiedyś słyszałem, że na smak krwi wpływa także pochodzenie człowieka, ale chyba mnie jest to do końca prawdziwe. Gdyby tak było, moja krew smakowałaby jak szczochy, a słyszałem na jej temat zupełnie inne słowa. 
– I w zamian za te pochlebstwa poodcinałeś im głowy? – trafnie zgadł, rzucając mu rozbawione spojrzenie. 
– Może. Głównie dlatego, że nie przestawali, kiedy mówiłem stop – mówiłem zgodnie z prawdą. Samo ugryzienie nie jest aż tak bolesne, tak właściwie, jest ono bardzo przyjemne, ofiara nie chce, żeby się kończyło, chce, żeby to trwało dalej. Ból pojawia się dopiero wtedy, kiedy wampir się odrywa. Niektórzy uzależniają się od tego uczucia, i wiele wampirów idzie spotkać w luksusowych burdelach. I to się nazywa ustawienie się; najedzą się, poruchają, i jeszcze dobrze na tym zarobią. – Jaka była najsmaczniejsza krew, jaką miałeś okazję spróbować? – spytałem, może odrobinkę tego ciekaw. Zresztą, jak nie chce, nie musi odpowiadać, możemy podróżować w ciszy, ale on lubił rozmawiać. 

<Wampirku? c;>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz