Mimo, że nie dałem tego po sobie poznać, jego słowa trochę we mnie namieszały, wzbudziły wątpliwości. Znałem ich trochę, ostatnio gorzej im się wiodło, ale mieli dwór, mieli ziemię, chcieli na nim zemsty. Na zemstę ludzie pieniądze zawsze znajdowali. Czemu teraz miałoby być inaczej? A może to też inwestycja? Na pewno znaleźliby się zjeby, które za organy czy krew takiego jak on oddaliby małą fortunę. Ja jednak wolałem proste zlecenia, to mi zawsze czymś śmierdziało, no i ile roboty. Nie, to nie dla mnie. Zabijanie i łapanie. Tego się będę trzymał. A wszystko inne nie miało znaczenia, bo czemu miałoby mieć? Kto się przejmował mną, moją mamą? Nikogo nie obchodziło to, że nie mamy pieniędzy, że nie jesteśmy niczemu winni.
Wampir szedł za mną wyjątkowo posłusznie. Aż musiałem upewniać się, czy dobrze go zabezpieczyłem, bo to posłuszeństwo było dziwne. Niepokojące. Zdecydowanie wolałbym, żeby walczył, to byłoby coś normalnego, typowego dla takich jak on. A może ma plan? Może chce się dostać do tego dworu, by tam się uwolnić i dokonać tej swojej zemsty? Cóż, nawet jeżeli tak, nie mój problem. Mnie wystarczy to, że tylko go tam dostarczę, a co później on zrobi, albo oni jemu, to mnie nie interesuje.
Wkrótce dotarliśmy do ruin, gdzie chciałem się zatrzymać. Mimo, że noc była młoda, nie mogłem ruszać dalej, nie miałem stuprocentowej pewności, czy się wyrobimy, a nie mogłem ryzykować pokaźną sakiewką. Nie dość, że ja będę mógł sobie pozwolić na chwilę wytchnienia, to może uda mi się komuś pomóc. Choć trochę.
– Jesteś głodny – stwierdziłem w pewnym momencie. Spokój, ciężki oddech, skupienie na każdym dźwięku... Głód powoli przez niego przemawiał.
– Nie – stwierdził krótko, ale ja wiedziałem swoje. Może był zbyt dumny, by się przyznać.
W sumie, sam zjadłbym coś ciepłego. A że noc jeszcze trwa... Wątpiłem, by długo pożył. Skoro pożywiał się zwierzętami, a przecież tak twierdził, nie pogardzi jakimś leśnym zwierzęciem. Przywiązałem go do jednej ze starych kolumn, blisko katakumb, nie obawiając się, że mi ucieknie. Srebro nie tylko zadaje my niewyobrażalny ból, to i blokuje wszelkie moce. Nie ucieknie, a nawet jeśli, go niedaleko. Znajdę go, a później już nie będę taki miły.
Polowanie nie zajęło mi długo. Udało mi się zdobyć dwa zające, jeden dla siebie, drugi dla niego. Jak będzie chciał, może nie umrze głodny. A jak wzgardzi... no to wzgardzi. Jego problem.
– Masz szczęście. Znalazłem parkę – odezwałem się, rzucając w jego stronę jeszcze świeże truchło.
– Chyba cię głowa boli, że coś od ciebie wezmę – odpowiedział, ale na zapach krwi nie potrafił ukryć reakcji. Źrenice rozszerzyły się, on sam mimowolnie oblizał wargi. Potrzebował tej krwi, albo będzie zdychał w jeszcze większych cierpieniach.
– Twój wybór. Weź pod uwagę, że to twój ostatni posiłek. Jeżeli masz plan, lepiej też mieć na niego siły – odpowiedziałem, siadając niedaleko niego, by zabrać się za swój posiłek.
<Wampirze? c:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz