Wierny pieniądzom? Ciekawe, czy będzie tak samo wierny, gdy zrozumie, że go wykorzystują. Nie zna tych ludzi. Nie wie, jak potrafią manipulować, jak kłamią prosto w oczy z uśmiechem na ustach. Nic o nich nie wie... i może się jeszcze boleśnie zdziwić, mnie też nie zna a już ocenia, ludzie są tacy płytcy, widząc tylko to co chcą zobaczyć, a nie to co naprawdę kryję się w głębi.
Najgorsze chyba w tym wszystkim jest to, że gdy oni się mszczą to jest dobrze, ale gdy ktoś taki jak ja chcę się zemścić to już źle, to wszystko nie tak jak być powinno.
- Aż tak wiele ci obiecali za żywego wampira? - Zapytałem z przekąsem, mrużąc oczy. Ciekawiło mnie, ile mogli mu zaoferować. W końcu wiem o nich znacznie więcej niż on. Nie są tacy bogaci, jak próbują udawać. Skąd więc wzięliby pieniądze? Sam chciałbym się tego dowiedzieć. Na pewno nie dadzą mi tego co chce..
- Wystarczająco, żebym się zgodził - Odparł chłodno, jakby chciał uciąć temat.
Nie dawało mi to spokoju. Coś tu śmierdziało i to nie w sposób, który byłbym w stanie zignorować.
- To ciekawe… i jednocześnie podejrzane - Mruknąłem, uśmiechając się gorzko. - Ci ludzie nie śmierdzą groszem, a mimo to nagle stać ich na łowcę? Poza tym, czy to nie dziwne, że chcą mnie żywego? Skoro jestem tak bardzo niebezpieczny, powinni kazać ci mnie zabić. Wy, ludzie, jesteście naprawdę naiwni i do tego walnięci. - Szarpnąłem lekko łańcuchami, próbując zmienić pozycję. Metal wbił się w skórę tworząc świeże i bolesne rany. Każdy ruch palił jak ogień. Nie dowiary, jak łatwo pozwoliłem się złapać. Zbyt łatwo. Jestem żałosny... To myśl, która dźwięczała mi w głowie bardziej niż brzęk żelaza.
- Nie wciskaj mi kitu - Warknął, podchodząc bliżej. - Nie wierzę w ani jedno twoje słowo. Możesz mówić, co chcesz. Zapłacą mi, a potem nie będzie mnie obchodziło, co z tobą zrobią. - Złapał za koniec łańcucha i szarpnął nim mocno. Metaliczny trzask rozniósł się po pomieszczeniu, a ja syknąłem z bólu, z trudem powstrzymując się przed wybuchem śmiechu. Tak bardzo był przekonany, że ma nade mną władzę… - A ty z czego się cieszysz? - Zapytał, unosząc jedną brew ku górze.
- Cóż, jeszcze się przekonasz - Mruknąłem, unosząc się z ziemi, gdy po raz kolejny szarpnął za łańcuch, zmuszając mnie do wstania z wilgotnej, zimnej posadzki..
- Głupi jesteś - Warknął, nie odwracając się. - Ale cóż, młody jesteś, jeszcze tak wiele o życiu nie wiesz. I jaka szkoda... że już nigdy się nie dowiesz. - Ruszył przodem, mocno zaciskając dłoń na łańcuchu.. mężczyzna szedł dobrze znaną mi drogą, zbyt dobrze. Droga prowadziła w jedno miejsce, którego nie sposób zapomnieć.
- Odezwał się ten stary i naiwny - Mruknąłem pod nosem, bardziej do siebie niż do niego. I choć słowa miały zabrzmieć złośliwie, zabrzmiały raczej jakbym był zmęczony, a mimo to wciąż gotów do walki.
Nie stawiałem oporu. Bo i po co? Każdy ruch, każdy bunt kończył się tylko bólem. Nie raniłem jego, tylko siebie. A mimo to, wciąż czułem w sobie iskierkę złości, płonącą, czekającą na odpowiedni moment.
<Rudzielcu? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz