Szczerze, to czy mówił mi prawdę, czy wciskał mi kolejny kit... to mnie za bardzo nie obchodziło. Miał pecha zadrzeć z niewłaściwymi ludźmi, którzy mają odpowiednie środki do tego, by opłacić jego złapanie. Chociaż, to dalej dziwne jest dla mnie, że zdecydowali się na współpracę ze mną. Ta sama branża... a może po prostu chcieli go żywego? Dorwanie wampira żywcem jest znacznie trudniejsze. Trzeba wiedzieć, kiedy przestać, i trzeba uważać, by nie być zbyt delikatnym, w przeciwnym wypadku jedno z nas na pewno straci życie. No i jeszcze kwestia dostarczenia go na miejsce. Mimo, że dwór Durandów jest całkiem blisko, tak podróż z szamotającym się wampirem tylko w nocy będzie dłuższa, nużąca. Jeszcze jeden przystanek na przeczekanie dnia i drugiej nocy się pozbędę zbędnego balastu, a otrzymam wypchaną sakiewkę.
– Miałeś pecha – odparłem krótko, biorąc kęs suszonego mięsa. Pierwsze, co zrobię, kiedy już go dostarczę, to pójdę do gospody, i zamówień porządną, soczystą pieczeń. Może kaczkę? Dawno nie jadłem porządnej kaczki.
– Pecha. Że napatoczył mi się taki rudy skurwysyn – powiedział gorzko, wbijając swoje czerwone ślepia w podłogę. Znałem ten kolor. Ten konkretny odcień czerwieni w ślepiach wampirów pojawiał się wtedy, kiedy pożywiają się wystarczająco długo ludzką krwią. Na tyle długo, by już się uzależnić od jej smaku. Nawet jeżeli kiedyś jadał tylko zwierzęta, nie wróciłby do nich. Nie z taką chęcią.
– To swoją drogą – odpowiedziałem, biorąc kolejny kęs.
Wampir nie odpowiedział. Była już wściekłość, załamanie, próba przekonania, teraz będzie powoli sobie zdawał sprawę, w jak wielkiej dupie jest, a później albo będzie próbował uciekać, albo przekupywać. Do tej pory jednak, będę miał spokój. Usiadłem w miarę wygodnie, oparłem plecy i nierówną ścianę jaskini, i przymknąłem oczy. Nie zamierzałem spać. Chciałem się wyciszyć, pozwolić odpocząć mojemu ciału, które przez najbliższe czterdzieści osiem godzin będzie musiało być cały czas czujne.
Nie, żebym teraz nie był. Otwierałem oczy, kiedy tylko usłyszałem ruch z jego strony. Młody wampir sprawiał jednak wrażenie załamanego, poprawiał się, wiercił, jakby chciał znaleźć wygodne miejsce. Jeżeli tak, życzę mu powodzenia.
– Jak masz na imię? – spytał po chyba kilku godzinach. Jeszcze godzinka, może troszkę więcej, i będziemy mogli ruszać.
– Elian – odpowiedziałem, nie mając powodu, by mu tego nie zdradzać. – Teraz już wiesz, kogo w myślach możesz przeklinać – dodałem, podnosząc się na równe nogi. Trzeba było się w końcu trochę rozruszać, rozciągnąć mięśnie.
– Może... może możemy się jakoś dogadać, Elianie? – zaczął, a ton jego głosu się zmienił, słodki, przyjemny dla ucha, wręcz kuszący. Wiele osób na pewno by już skusił. Wygląda na urokliwego chłopca, który doskonale wiedział o swoich atutach, i wykorzystywał je, kiedy tylko może. Niebezpieczny typ.
– Wątpię, by było cię stać. Jestem bardzo lojalny wobec obiecanego mi pieniądza – odparłem, wyglądając na zewnątrz. Jeszcze chwila...
<Urokliwy manipulatorze? c:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz