Mógłby mnie zabić w jednej chwili. Miał siłę, której nie jestem w stanie przeskoczyć, chociaż bym bardzo chciał. Miał sposobność, leżałem rozwalony na tym całkiem miękkim łóżku, broń miałem daleko od siebie... wystarczyło zmiażdżyć mi krtań. Jak najbardziej był w stanie to zrobić.
A jednak zaciskał na tyle, bym mógł oddychać. Niby jest zły i wściekły, ale coś go do mnie ciągnie. Może moja krew? Widziałem, jak mu smakowała. Jak nie potrafił się odsunąć, jak jego wzrok mimowolnie kieruje się na krew spływającą z rany po jego ugryzieniu. To było dla niego coś więcej, niż zagłuszenie głodu. W końcu spróbował czegoś, co nie smakuje jak gówno, widać to było po jego rozszerzonych źrenicach, błąkającym się uśmiechu na jego ustach.
– Kiepsko ci idzie – uśmiechnąłem się szyderczo, a następnie, zaraz po tym, sprawnie zamieniłem nas miejscami. Teraz to on leżał na materacu, z włosami rozsypanymi na miękkim kocu, a jego cienkie, czerwone wargi uniosły się w złośliwym uśmiechu. Tego gestu nie rozumiałem. Czemu się uśmiechał? Przecież mnie nie udusił. Nie zdenerwował. Chwyciłem za jego nadgarstki i uniosłem je do góry, ponad jego głowę. – Muszę przyznać, nie śmierdzisz jak większość tych, których zabiłem. Pachniesz prawie jak człowiek.
– Kręci cię to – powiedział rozbawiony, szczerząc te swoje białe kiełki, które jeszcze przed chwilą miał wbite w moją rękę, po czym poruszył się lekko pode mną. Przez chwilę nie rozumiałem, o co mu chodzi? Na jakiej podstawie to stwierdza. Dopiero z czasem poczułem w podbrzuszu dziwne uczucie, a spodnie jakoś tak mnie uwierać zaczęły uwierać. Zachowanie mojego ciała zbiło mnie z tropu. Zazwyczaj panuję nad nim doskonale, a teraz? Czemu mnie nie słucha?
Widząc moje zdezorientowanie wampir roześmiał się w głos. Jego śmiech rozległ się czysto po cichym pokoju, dźwięcząc mi w uszach. Jego postawa mnie zirytowała. Nie rozumiałem, co go tak bawiło, ani co się ze mną dzieje. Docisnąłem go do materaca, a drugą dłonią złapałem za jego policzki, mocno je ściskając.
– No co? Pierwszy raz się na czyjś widok ekscytujesz? Mój chłopiec dorasta – uśmiechnął się szeroko, ewidentnie zbyt dobrze się bawiąc.
– Skoro jesteś powodem mojego problemu, to co ty na to, żeby się tym problemem zająć? – syknąłem, za wszelką cenę nie chcąc mu pokazać, że tracę kontrolę. A może... a może właśnie powinienem ją stracić? Podążyć za intuicją? Za tym, czego w tej chwili chce ode mnie moje ciało? To by go w sumie zaskoczyło, zdarło uśmieszek z jego twarzy, a dla tego widoku jestem w stanie zrobić naprawdę dużo.
<Wampirku? c:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz