Jego pewność siebie była aż zbyt podejrzana. Z drugiej strony. Skąd on mógł znać ich sytuację majątkową? Ktoś, kto ma taką chatę jak oni, skądś te pieniądze musi mieć. Pewnie z nielegalnych źródeł, ale to mnie nie obchodziło. Jedyne, co było dla mnie ważne, to mój mieszek, który wydam na przyjemności dla siebie.
– Udam się do najbliższej gospody i kupię sobie pieczeń. Kaczkę, tak konkretnie. Jadłeś kiedyś soczystą kaczkę z jabłkami? Pamiętasz smak pieczonego mięsa? Czy może jesteś tym wyższym, czystej krwi wampirem? – spytałem, obserwując go z uwagą. Biorąc pod uwagę to, co mi powiedział, nigdy nie miał sposobności być człowiekiem. To chyba znacznie gorsze niż zostanie przeklętym. Urodziłeś się w ciemności i wszystko co znasz, to światło księżyca i smak krwi. Nie wiedzą, co to znaczy być człowiekiem. – Takim jak ty nawet współczuję. Wszystko, co najlepsze życie ma do zaoferowania, was zabija. Nie, żeby przeklęci długo pamiętali o swoim człowieczeństwie.
– We wszystkich widzicie bestie poza sobą samym – syknął wściekły. Pojadł trochę i już jakiś taki... żywszy. Aż miło było sobie pogadać.
– Tak samo jak wy. Jesteśmy potworami tak samo, jak i wy. Czy to nasz wybór, czy zmusza nas do tego życie, nie obchodzi mnie to. Podobnie jak mnóstwa innych – skwitowałem, decydując się na zrobienie sobie czegoś do picia. Miałem wodę, ale w sumie, to wolałem kawę, czarną i gorącą, by rozgrzała moje mięknie.
– No tak, najważniejsze, by się najeść za sakiewkę złota opłaconej krwią – sarknął, opierając głowę o zimną kolumnę.
– Dobry posiłek to podstawa. Ale ty już coś o tym wiesz – zalałem kubek wrzącą wodą. W powietrzu od razu uniósł się aromatyczny zapach kawy, tak przeze mnie uwielbiany. To chyba najwspanialsze, co mogła odkryć ludzkość. Gorzkie, ciepłe, dające energię... Czy jest coś lepszego? No, może soczysta pieczeń i ciepłe łóżko.
– Ja nie zabijam, by mieć trochę złota.
– Nie, masz szlachetną misję, zemścić się na swych oprawcach. Twoja rodzina na pewno czuje się lepiej, gdyby dowiedziała się, jak marnujesz swoją szansę – upiłem łyk swojego cudownego napoju.
– Nie rozumiesz – odpowiedział gorzko, a w jego głosie usłyszałem tęsknotę, którą znałem aż za dobrze.
– Rozumiem. I uwierz mi, zemsta nigdy nie jest dobra, do niczego nie prowadzi. Jak dobrze to rozegrasz, może ci się uda wspomnieć moje słowa. Jak dalej są opieszali, może znajdziesz jakieś słaby punkt – wzruszyłem ramionami, wpatrując się w ciemność. I po tym można rozpoznać, że jest młody. Kiedy dowiedziałem się o śmierci mamy, też chciałem dorwać tego gnoja. Dopiero czas, i odpowiednie osoby uświadomiły mi, że to nic nie da. Że to nie może zostać sensem życia. On nie będzie miał tyle czasu, żeby się przekonać. – Chodź, zejdziemy do podziemi, byś mi się tu nie przyrumienił za bardzo – dodałem, z niechęcią się podnosząc. Na leśnej ściółce się jakoś wygodniej siedzisko niż na twardym kamieniu, no ale nic nie poradzę.
<Wampirku? c:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz