Na jego słowa prychnąłem cicho. Jak zwykle wampiry są takie... brudne. Zwierzęce. Pociągają je naprawdę dziwne rzeczy. A temu ewidentnie podoba się to, kiedy wyprowadza mnie z równowagi, i w złości szarpię jego łańcuch. Słyszałem o takim fetyszu, niektórym taki agresywny seks bardzo przypada do gustu. Co w tym jest takiego niesamowitego, nie wiem. Ale strasznie w tej chwili chciałbym dać mu nauczkę. Zetrzeć mu ten głupi uśmieszek, dać mu ból, który ewidentnie go kręci. Tak blisko jestem celu... nie mogę dać mu tej satysfakcji.
Szarpnąłem go mocniej, co wywołało w nim cichy, szyderczy śmiech, który irytował mnie jak nic innego. Popchnąłem go do ciemnego kąta i zająłem miejsce naprzeciwko niego. Dziwny, młody wampir, którego mam serdecznie dosyć, a jego spokój jest jeszcze dziwniejszy. Na początku popełnił tyle błędów, by teraz ich nie popełniać? Taki pojętny uczeń? To się rzadko zdarza.
– Śmiało. Wyżyj się na mnie. Wiem, że tego chcesz – wyszczerzył się, a jego zęby błysnęły w nikłym świetle pochodni.
– Jesteś obrzydliwy – powiedziałem mu, prychając cicho.
– Jak już coś, to jesteśmy. Pragniesz tego tak samo, jak ja. Jak dużo czasu minęło, nim ostatni raz się wyżyłeś? – nachylił się, a jego nozdrza poruszyły się, jakby starał się wyłapać każdy, najmniejszy zapach. Po chwili otworzył oczy ze zdumieniem, jakby właśnie doznał jakiegoś objawienia. – No proszę. Taki męski, taki straszny... a taki głupiutki. Niewinny – dodał, uśmiechając się szyderczo. Jakby mnie to miało zaboleć. To był mój wybór, nie konieczność narzucona przez świat.
Nie odpowiedziałem. Wpatrywałem się w jego wątłą sylwetkę, uważając na każdy jego ruch. Nawet jeśli był spokojny, niby go pogodzony ze swoim losem, ostrożność i doświadczenie nauczyło mnie, by zawsze być czujnym. Wampir... jak on w ogóle się nazywał? Serathion? Tak chyba było w papierach. Dziwne imię. Tak czy siak, Serathion patrzył na mnie z tym dziwnym rozbawieniem, wyższością, jakby był lepszy. A jednak, to on był spętany i oczekiwał na śmierć.
– Wiesz, teraz mnie kręcisz jeszcze bardziej – dodał, oblizując swoje wargi, które miały ładny, czerwony odcień. Jak wiele ludzi skusił swoim ciałem? Odpowiedzi na to konkretne pytanie nie chciałem znać.
– Według mojej wiedzy was mało co nie kręci – zauważyłem zgodnie z prawdą.
– Niebywała wiedza – przekrzywił delikatnie głowę. – Taki mądry, a taki głupi. Nie mogę się doczekać, aż znajdziemy się na miejscu.
Nie odpowiedziałem, bo i co miałbym mu powiedzieć? Za kilka godzin w końcu nasza urokliwa przygoda się skończy. On albo zginie, albo ucieknie, a ja po krótkiej przerwie znajdę sobie kolejne zlecenie. I tak do usranej śmierci.
<Panie wampirze? c:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz