wtorek, 4 listopada 2025

Od Haru CD Daisuke

 Szczerze mówiąc, nie chciałem go budzić. Nie było takiej potrzeby, powinien jak najwięcej odpoczywać. A jednak… mimo wszystko bardzo mu na tym zależało. Czułem to w jego głosie, w sposobie, w jaki spoglądał na mnie przed snem. Głupio byłoby mi odmówić, zwłaszcza gdy widziałem, jak bardzo mu na tym zależy.
- Dobrze, już dobrze, obudzę cię, gdy tylko wstanę - Obiecałem, naprawdę mając taki zamiar. Skoro tak bardzo tego pragnie, zrobię wszystko, by go uszczęśliwić.
- Dobranoc - Szepnął cicho, wtulając się w moje ramiona i powoli odpływając w objęcia snu.
Zaraz potem i ja pozwoliłem ciszy objąć mnie całkowicie. Ostatnim, co pamiętam, było jego spokojne, miarowe oddychanie ciepłe, miękkie, kojące niczym kołysanka.

Kiedy obudziłem się rano, słońce nieśmiało zaglądało przez zasłony, a ja, leniwie przeciągając się, poczułem przyjemne rozluźnienie w mięśniach. Odwróciłem głowę w jego stronę, moja panienka spała jeszcze, spokojnie, z lekkim uśmiechem na ustach. Na sam ten widok sam też się uśmiechnąłem.
Tak strasznie szkoda mi było ją budzić. Wyglądała tak beztrosko, tak spokojnie, że aż chciało się zatrzymać czas. Ale wiedziałem, że jeśli tego nie zrobię, obrazi się na mnie… a tego, o nie, zdecydowanie bym nie chciał.
Zanim jednak postanowiłem ją obudzić, cicho wysunąłem się z łóżka. Poszedłem się umyć, przebrać, trochę ogarnąć do pracy. Poranna rutyna, woda, zapach mydła, chłód kafelek pod stopami, wszystko to jakby rozpuszczało resztki snu, przygotowując mnie na nowy dzień.
Gdy wróciłem do sypialni, moja panienka wciąż spała, wtulona w poduszkę. Wyglądała tak słodko, że serce mi miękło. Na Boga, jaka ona była urocza… aż chciałoby się ją schrupać.
Usiadłem obok i pochyliłem się lekko, muskając jej policzek palcami.
- Daisuke… obudź się. Chcesz zjeść ze mną śniadanie? - Zapytałem cicho, niemal szeptem, jakby bojąc się spłoszyć ten sen, który jeszcze trzymał ją w swoich ramionach.
Moja panienka od niechcenia uniosła się do siadu, przeciągając leniwie swoje piękne, smukłe ciało. Włosy opadły jej leniwie na ramiona, a ja przez chwilę po prostu patrzyłem, jak miękkie światło poranka tańczy po jego skórze.
- Nie jestem pewien, czy aby na pewno jestem już teraz głodny - Mruknął zaspanym głosem, przecierając oczy.
- Oczywiście, nie będę cię do niczego zmuszał - Odpowiedziałem spokojnie, uśmiechając się z czułością. - Jak zgłodniejesz, wiesz, gdzie jest kuchnia. - Nachyliłem się i pocałowałem go lekko w czoło. - Ja pójdę po śniadanie, a ty sobie jeszcze odpoczywaj - Dodałem, ruszając w stronę drzwi.
- Haru, zaczekaj... - Usłyszałem za sobą jego cichy, nieco zawstydzony głos. Odwróciłem się, a on spojrzał na mnie z lekkim uśmiechem. - Chyba jednak chciałbym to śniadanie. - Nie mogłem powstrzymać się od śmiechu. 
Uśmiech sam rozlał się po mojej twarzy, rozjaśniając wszystko wokół.
- Znakomicie! - Odparłem, niemal promieniejąc z radości. - Zaraz ci je przyniosę. - I szczerząc się do niego jak głupi do sera, ruszyłem w stronę kuchni, wciąż czując, jak serce dziwnie mięknie od tej prostej, codziennej bliskości.

<Panienko? C:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz