wtorek, 4 listopada 2025

Od Mikleo CD Soreya

A więc odpowiedź była prosta, skoro tylko w ciepłej kąpieli mogłem go mieć, dlaczego by z tego nie skorzystać?
- W takim razie poproszę ciepłą kąpiel. Możesz dodać olejki, cokolwiek uznasz za dobre - Odparłem z uśmiechem, patrząc na niego łagodnie.
Sorey odwzajemnił uśmiech, pochylił się i złożył delikatny pocałunek na moim czole. Zaraz potem zniknął z pola widzenia, zostawiając mnie samego w sypialni.
Nie lubiłem się nudzić, więc korzystając z chwili, zabrałem się za rozpakowywanie naszych rzeczy. Wyciągnąłem wszystko z plecaka, układając przedmioty w zgrabne stosy, to, co nadawało się do prania, odłożyłem osobno, a resztę ułożyłem na swoim miejscu.
- Kąpiel dla mojej księżniczki gotowa - Usłyszałem za sobą jego głos.
Na to określenie odruchowo uniosłem brew, odwracając się w jego stronę.
- Księżniczki, tak? To wszystko, na co cię stać? - Zapytałem z rozbawieniem, podchodząc do niego i kładąc dłonie na jego klatce piersiowej.
- Stać mnie na znacznie więcej. Ale pokażę ci to, gdy tylko wrócę do pełni sił. - Zanim zdążyłem odpowiedzieć, porwał mnie w ramiona i zaniósł prosto do kąpieli.
Wspólna kąpiel była wyjątkowo przyjemna, ciepła woda, zapach olejków i jego dotyk sprawiały, że mogłem na chwilę zapomnieć o wszystkim. Niestety, wkrótce zauważyłem, jak jego powieki zaczynają się zamykać. Narkotyk, którym go odurzono, wciąż był w jego krwiobiegu. Mimo że minęło już kilka dni, jego ciało wciąż było słabe. Wiedziałem, że będę musiał pomóc mu się zregenerować, ale to już jutro, gdy nadejdzie odpowiedni moment.
Kiedy zobaczyłem, że kąpiel przestaje mieć sens, pomogłem mu wyjść z wody. Osuszyliśmy ciała, przebraliśmy się i już po chwili leżeliśmy wtuleni w siebie w ciepłym łóżku, pozwalając, by sen powoli nas otulił.

Rano, gdy otworzyłem oczy, on wciąż spał. To było nietypowe, odkąd stał się demonem, niemal w ogóle nie potrzebował snu. Teraz jednak spał często… zbyt często. Narkotyk był silniejszy, niż przypuszczałem. Musiałem coś zrobić.
Kiedy wreszcie zobaczyłem, że powoli otwiera oczy, uśmiechnąłem się do niego łagodnie, obserwując każdy jego ruch.
- Jak się czujesz? - Zapytałem cicho, nie odwracając wzroku.
- Trochę lepiej - Mruknął. - Choć wciąż nie tak, jakbym chciał. Twój brat... ten gnój... pożałuje tego. - W jego głosie pobrzmiewała wściekłość, a dłonie zacisnęły się w pięści.
Westchnąłem cicho. Nie mogłem pozwolić, by jego gniew zdominował teraz to, co naprawdę było ważne, jego zdrowie.
Usiadłem okrakiem na jego kolanach i położyłem dłonie na jego ramionach.
- Wiem, że to cię złości - Powiedziałem spokojnie. - Ale teraz musisz się wzmocnić. Mam pewien pomysł… Moja krew nie tylko leczy rany. Zawsze pomagała ci się zregenerować, gdy było trzeba. Może jeśli jej spróbujesz, poczujesz się lepiej. - Spojrzał na mnie z lekkim wahaniem.
- Jesteś pewien? Nie chcę zrobić ci krzywdy. - Nie mogłem się powstrzymać od uśmiechu.
- Ty i krzywda? Nie przesadzaj. Zdarzało się przecież, że wgryzałeś się mocniej - Mruknąłem, odsłaniając kark i przerzucając włosy na bok, by dać mu łatwiejszy dostęp. 
Przez chwilę tylko na mnie patrzył, jego spojrzenie stało się intensywne, niemal hipnotyzujące. Potem pochylił się, a jego usta musnęły moją skórę. Sekundę później poczułem lekkie ukłucie, gdy jego kły wbiły się w mój kark.
Zachłannie sączył moją krew, trzymając mnie mocno przy sobie, nie pozwalając mi drgnąć gdy on cieszył się smakiem napoju, który tak bardzo lubił.

<Pasterzyku? C:> 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz