Takemura mówiłem sobie w myślach, tak abym nie zapamiętał tego nazwiska i zjawił się jutro w ich skromnych progach, aby dowiedzieć się, co tak naprawdę się wydarzyło i czy przypadkiem nie mają nic wspólnego ze śmiercią kobiety. Bo jeśli faktycznie to z ich winy kobieta nie żyje, już ja dopilnuję aby tego pożałowali.
- Czym się tak przejmujesz? - Zapytałem, dostrzegając jego niepokój. - Jakby nie było, jestem wilkołakiem. Lubię surowe mięso. Nie muszę go jeść codziennie, ale raz na jakiś czas zdecydowanie się przyda. - Patrzyłem na niego uważnie. Martwił się zdecydowanie za bardzo. Nie rozumiał, że gdzieś tam, głęboko we mnie, nadal kryje się zwierzę. Istota, która potrzebuje krwi. Która musi się czasem pożywić surowym mięsem. Niech mu się nie wydaje, że skrzywdzę ludzi, przecież powinien wiedzieć, że ludzie są bezpieczni, nie atakuję ich, nie zabijam, jak to miało miejsce na samym początku mojej przemiany.
- Wiem, że jesteś wilkołakiem - Odezwał się ostrożnie, unosząc brew ku górze - Ale nigdy wcześniej nie prosiłeś o surowe mięso ani o tym nie wspominałeś. Nie wiem, czy mam się obawiać, czy powinniśmy porozmawiać z twoim wujkiem… Może to, co się z tobą dzieje, to zły znak? Nie czujesz się jakoś inaczej? Jak nie ty? - Zapytał, a jego przerażenie bardzo mnie zdziwiło, to wszystko było dziwne, zdecydowanie nie tak powinien się zachowywać, odkąd jest kobietą zdecydowanie przesadzam i to tak za bardzo przesadza i tego jestem świadom.
- Wujka? - Mruknąłem, marszcząc brwi. - Teraz to przesadzasz. To tylko chęć na surowe mięso. Nikogo nie zabiłem. - Nie rozumiałem, dlaczego tak się trapi. Dlaczego zachowuje się, jakbym miał nagle kogoś skrzywdzić. Czy on się mnie boi? Czy tak bardzo nie ufa temu, kim jestem? Chciałem to pojąć, naprawdę chciałem, ale w tej chwili czułem tylko mieszankę frustracji i smutku. - Boisz się, że mógłbym zrobić coś tobie albo naszemu nienarodzonemu dziecku? - Dopytał, a jego wzrok utkwił we mnie. Było w nim tyle troski, ale też lęku, że przez chwilę poczułem się jakbyśmy stali nad przepaścią, której żaden z nas nie chciał przekroczyć.
Spojrzałem na niego i westchnąłem. Nie chciałem go oszukać, ale musiałem, żeby go uspokoić.
- To nie tak, ja po prostu.. - Przerwał, a w jego oczach dało się dostrzec malując się niewinność. - To po prostu dziwne, nie wiem czy się nie zmieniasz i czy.. - Przerwał a w jego oczach zobaczyłem niepewność.
- Nie. Nie zrobiłbym nic złego. Ale musisz zrozumieć, że to część mnie. Czasem zwierzę w środku musi się odżywić. Nie oznacza to, że cię skrzywdzę innych raz nie - Zamilkliśmy, a cisza między nami była napięta i jednocześnie pełna niewypowiedzianych słów. Czułem jego lęk, ale także bezwarunkową troskę. I w tym momencie uświadomiłem sobie, że to nie tylko ja muszę nauczyć się panować nad sobą, on też musi nauczyć się ufać mojej naturze, zmiennej i nieprzewidywalnej a jednak na tyle kontrolowanej aby nic złego nie mogło się wydarzyć..
<Paniczu? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz