niedziela, 9 listopada 2025

Od Serathiona CD Eliana

 Spotkanie z tym mężczyzną zostawiło we mnie coś nieokreślonego, mieszankę lęku i niepokoju, jakiego nie znałem wcześniej. Był człowiekiem, młodym człowiekiem, miał rysy które wielu uznałoby za przystojne, ale w oczach nosił coś, co kazało mi trzymać dystans. Zimną precyzję, jak u drapieżnika, który liczy straty i zyski. Na miejscu chciałem tylko jednego, nie spotykać go więcej. Wiedziałem podskórnie, że jeśli dojdzie do starcia, mogę przegrać.
Jednak noc była moim sprzymierzeńcem w gorszych pragnieniach. Zemsta pulsowała we mnie jak złowieszczy rytm, pragnąłem, by ci, którzy skrzywdzili mnie i moją rodzinę, poczuli żal. Niezależnie od ryzyka, ruszyłem dalej nie mogłem pozwolić, by ktoś, nawet łowca, przerwał mój plan.
Szłem cicho, ważąc każdy krok. Las, droga pełna błota i kałuż. Otoczenie pełne był zapachów, wilgotnej ziemi, dymu, potu które prowadziły mnie prosto do niego. Obraz sprzed lat wrócił z brutalną jasnością, on nad moją matką, jej oczy szeroko otwarte, bezsilność i cisza, która potem przerodziła się w pustkę. Tamte wspomnienia napędzały mnie do zemsty. Dziś to ja miałem wymierzyć sprawiedliwość, dziś to on miał zapłacić za to co uczynił i zrobię wszystko aby tak się stało.
- Mam cię - Wyszeptałem, kładąc palce na zimnej stali, gotów rzucić się do ataku.
Wtedy zjawił się on, rudowłosy mężczyzna, którego wcześniej mijałem. Jak cień wyszedł z mroku i stanął między mną a moją ofiarą. Może odrobinę przestraszony cofnąłem się, nic nie rozumiejąc. Skąd on się tu wziął? Pamiętam, że mijałem go na drodze... Dlaczego miał mi przeszkadzać? Przez niego tamten uciekł. Co teraz zrobię? Mam walczyć? Chyba nie mam innego wyjścia.
- Po co się wtrącasz? - Wyrzuciłem mu przez zaciśnięte zęby. - Mam misję. Nie wtrącaj się. - On nie odpuścił. W dłoni trzymał broń, postawa ciała mówiła, że zna się na rzeczy. Jego spojrzenie było spokojne, bez drżenia, i to mnie najbardziej drażniło, jakby miał czas na kalkulację, a ja tylko impuls.
Zimny gniew przepłynął przeze mnie. Nie zamierzałem odchodzić z pustymi rękami. Ruszyłem na niego, skoro chciał walki, miał ją dostać. Atakowałem z całej siły, pięścią i pazurami ale on odpowiadał z równą, a czasem większą siłą. Jego ruchy były szybkie, precyzyjne, wyczuwał moje zamiary i je niwelował. Do tego jego broń dawała mu przewagę dystansu i siły.
- Cholera, czego chcesz? - Warknąłem, próbując się wyrwać, lecz łańcuch zaciskał się wokół mojego ciała, ograniczając każdy ruch. Byłem rozdrażniony i sfrustrowany, nie zabijałem bez powodu, ja się mściłem. To nie to samo. A teraz ktoś, obcy, miał rozbić mój plan.
Nerwowo zacząłem się poruszać, chciałem się uwolnić, chciałem zrobić wszystko aby łańcuch uwolnił moje ciało, niestety każdy ruch wywoływał dodatkowy ból nad którym nie potrafiłem zapanować i którego nie potrafiłem zrozumieć.
- Niczego konkretnego, mam gdzieś to co czujesz i to co się z tobą stanie, chcę tylko pieniędzy które mi za ciebie ofiarują, nic więcej - Stwierdził, ciągnąć mnie w swoją stronę.
Skrzywiłem się odrobinę niezadowolony z jego słów, kasa tylko jedno im w głowie.
- Sprzedajny rudy gnój, czego to wy psy ludzkie nie zrobicie dla kasy - Syknąłem w jego stronę niezadowolony z jego poczynań.

<O panie? C:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz