Nie do końca rozumiałam, skąd w nim tyle złych emocji. Owszem, wczoraj zostaliśmy zaatakowani przez demona, ale demon ten nie zrobił nic, czego mój mąż nie potrafiłby udźwignąć. Widziałem go walczącego. Ruchy, precyzyjne, siłę ukrytą za maską zmęczenia. Gdy patrzyłem na to, myślałem sobie, że bez względu na wszystko, on poradzi sobie ze wszystkim.
Z łatwością przegonił demona, który pragnął nam zaszkodzić, ale cena tej wygranej była widoczna. Był słaby i blady, wciąż nie gotowe do codziennego życia. Nie mogłem się pozbyć poczucia, że jeżeli będzie się tak poświęcał przy każdej okazji, któregoś dnia nie będzie już miał siły powstać. Tego bardzo bym się bał. On jest moim punktem oparcia, nie potrafię wyobrazić sobie życia bez niego. Bez jego obecności nie wiem, jak miałbym funkcjonować, jak myśleć, jak czuć. On jest wszystkim, co mam. To on daje mi powód, by rano wstawać.
- Obawiam się, że nie powinieneś wstawać - Powiedziałem cicho, próbując nadać głosowi spokój, którego sam czasem szukałem w jego objęciach.- Powinieneś dużo odpoczywać. - Zasugerowałem to nie tylko z troski, ale też z bezsilności, mój brat zrobił mu naprawdę dużą krzywdę, chociaż mój mąż na to nie zasłużył.
Trucizna, którą brat mu podał, okazała się wystarczająca, by go całkowicie osłabić. Lekarstwa nie było, był tylko czas i nadzieja. Liczyłem, że w ciągu trzech dni dojdzie do siebie, zanim dzieci wrócą do domu.
- Miki, bardzo cię proszę, nie martw się o mnie - Wyszeptał, nie puszczając mojej dłoni. Jego dłoń była gorąca, mimo że policzki miał zimne. - Nie przejmuj się. Poradzę sobie. Jestem duży i silny. Obrończę cię i jeśli ktoś spróbuje zbliżyć się do ciebie, zabiję go. -
Jego słowa miały w sobie zarówno czułość, jak i groźbę. Z jednej strony poczułem się bezpieczna, bo kto nie byłby przy kimś takim jak on. Ale z drugiej jego determinacja ścinała mnie z nóg, nie chciałem, żeby narażał życie dla mojego dobra, zdecydowanie nie tego bym dla niego chciał.. Nie zgadzam się z tym, nie teraz, nie w tej chwili.
Wiedziałem też, że jego obietnice nie brały pod uwagę ceny, którą może zapłacić jego ciało i dusza za to do chciałby uczynić całemu światu za to co chcieliby mi uczynić, nawet jeśli uczynić nic nie chcą.
Westchnąłem ciężko. W środku odczuwając lęk, wdzięczność i gniew jednocześnie. Wiedziałem, że odpoczynek to teraz jedyne, czego naprawdę potrzebuje, odpoczynku dlaczego on tego nie rozumie? Dlaczego chcę robić wszystko dla mnie gdy nie potrafił zrobić nic dla siebie.
- Rozumiem - Powiedziałem w końcu i podjąłem decyzję za nas oboje. - W takim razie zostańmy w domu. - Chciałem, żeby ten dom był nie tylko miejscem schronienia, ale też ostoją. Tutaj jego rany mogły się zabliźnić bez niepotrzebnego wysiłku. Tutaj mógłbym go pilnować, podawać napoje, cokolwiek by tylko nie chciał, trzymać nocne czuwanie jeśli nadeszła by taka potrzeba nie pozwalając aby coś złego mu się stało.
- Miki - Jego głos był odrobinę rozkazujący, a mimo to nie przejąłem się jego tonem głosu, zostajemy i zdania nie zmienię.
- Cokolwiek nie powiesz, nie zmieni to mojego zdania - Wiem, że jestem uparty, ale co ja na to poradzę że go kocham i będę kochał aż do końca swoich dni.
<Pasterzyku? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz