Od dnia, w którym moje życie obróciło się o sto osiemdziesiąt stopni, wszystko straciło sens. Chciałem tylko zwykłego porządku: pracy, nocy bez myśli, świtu, który nie boli. Nie mieliśmy sobie nic do zarzucenia, a mimo to napadli, brutalnie i bez litości. Zabrali mi rodziców. Zabrali dom. Zabrali ciszę, jaką znałem od dziecka.
Teraz chodzę po świecie przebranym za cień. Uczę się na nowo żyć, na nowo być, nie zostawiać śladów. Zemsta rozgrywa we mnie swój zimny plan. Chcę, by każdy, kto przyłożył rękę do ich śmierci, poznał ból taki, jak mój. Ale żądza rozgrywa się w milczeniu, krok po kroku, bo nawet pragnienie odwetu może zdradzić.
Łowcy nie śpią. Tropią, tkają własne sieci, patrzą w miejsca, które ja uważam za bezpieczne. Wiedzą, czego szukać. Muszę być o krok przed nimi. Na razie udaje mi się znikać, noc mnie chroni, zabijanie w ciszy ułatwia sprawę, ostrożnie, jakby każdy dźwięk mógł być sygnałem. Jednak wiem, że ślady, choć delikatne, pozostają. Kiedyś ktoś je połączy. Kiedyś ktoś zbliży się za blisko.
Najgorsze jest to, że w chwilach polowania zapominam o wszystkim innym. Adrenalina usuwa strach, zabija wrażliwość, staję się maszyną do zabijania gotów do poświęceń..
Wtedy zachowuję się nieodpowiedzialnie, robię rzeczy, które potem ważą na moim życiu i mimo to niczego nie żałuję. Bo zemsta ma swoją logikę, nie znającą litości. Pomszczę ich śmierć. Później pójdę w cień i nikt mnie nie znajdzie...
Dziś, jak co noc, ruszyłem za tropem. Miasto pachniało deszczem i śmiercią do której już za chwilę doprowadzę.
Przez całą drogę słuchałem dźwięki mogące zdradzić obecność łowców, którzy gdzieś mogą się tu znajdować..
Kiedy w końcu znalazłem swoją ofiarę, wykonałem ruchy, które ojciec powtarzał mi w młodości. Szybkie, bez zastanowienia, zabójcze. „Zabij, zanim zostaniesz zabity”. Jego słowa odbijały się echem w moich uszach. W świecie wampirów to nie lek, to po prostu zasadnicza reguła przetrwania.
Gdy noc nastała, stałem sam z zimnym sercem i gorącą nienawiścią. Wiem, że cena tej drogi jest wysoka, ale wiem też, że odwrót nie istnieje. Kiedy nadejdzie odpowiedni moment, przestanę istnieć dla świata. Najpierw jednak muszę doprowadzić sprawę do końca.
W mroku ruszyłem przed siebie, tropiąc swoją ofiarę. W głowie odtwarzałem obrazy i wspomnienia, każdy detal pomagał mi odnaleźć mężczyznę, który odebrał życie mojej matce.
Na drodze nagle natknąłem się na młodego mężczyznę. Stał nieruchomo, uważnie mnie obserwując. Miałem wrażenie, że przeszywa mnie wzrokiem, jakby próbował wyczytać coś ukrytego we mnie. To wywołało w mnie dziwne napięcie.
Odruchowo zatrzymałem się, skupiając całą uwagę na nim. Pachniał inaczej niż inni, jego zachowanie było nienaturalne, wręcz podejrzane. Nikt wcześniej nie patrzył na mnie w ten sposób. Coś w tej sytuacji wywołało we mnie przeczucie niebezpieczeństwa.
Postanowiłem się wycofać. Zauważyłem, że poza nim ktoś jeszcze się tam kryje. Moja podświadomość wręcz krzyczała, bym się ukrył. Czułem, że nie mogę pozwolić, by mnie dostrzegli tu, w tym cieniu, życie i śmierć dzieliły tylko jeden błąd którego popełnić nie chciałem, nie dziś, nie w tej chwili.
<Nieznajomy? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz