Jak to mieliśmy zostać w domu? Nasz plan był inny, miał wejść do tej wody, wyleżeć, wydobrzeć... a ja oczywiście bym go przypilnował, bo nigdy nie wiadomo, kiedy ten demon wróci. Nawet jak zostajemy tutaj, muszę pilnować naszego domu. Mam bardzo złe przeczucie, mogłem być gorszy, bardziej bezwzględny. Byłem dla niego zdecydowanie za dobry, albo raczej za słaby. Gdybym nie był słaby, starłbym go w pył. A co, jeżeli on to wyczuł? Co, jeżeli zauważył pomimo mojej gry, idealnej gry, moją słabość? Demony są cwane. Mógł się domyślić. Mogłem go nie docenić, przeceniając siebie.
– Lepiej dla ciebie byłoby, gdybyśmy poszli nad jezioro – zauważyłem zgodnie z prawdą, kładąc na jego policzku swoją dłoń. Jego skóra była chłodna, całe szczęście, więc nie jest z nim aż tak źle. Zawsze jednak może być lepiej... prawda?
– Ale dla ciebie będzie lepiej, jeżeli tutaj zostaniemy – zauważył, a w jego głosie zabrzmiała ta sama nuta stanowczości, jak u mnie jeszcze kilka minut temu. – Chodź, połóżmy się. Tak też możemy miło spędzić czas.
– Mogłoby być milej – zaproponowałem, przesuwając drugą dłoń z talii na jego pośladki.
– Mogłoby być i będzie, jak trochę wydobrzejesz. No już, chodź – stwierdził, chwytając moją dłoń i zaprowadził mnie do salonu.
Tam już były nasze zwierzaki. Psotka, ewidentnie padnięta po naszej wyprawie, leżała rozwalona na swoim posłaniu, a Banshee siedziała przed oknem, wpatrując się w las. Dostrzegała coś...? Nie, raczej nie. Gdyby dostrzegała, na pewno dałaby mi znać. Mikleo kazał mi usiąść na sofie, a sam podłożył drewno do kominka. Chciałem zaoponować, ale kiedy dostrzegłem jego spojrzenie, od razu zamilkłem. Uparł się i wiem, że mi nie odpuści. A ja chyba nie miałem siły na kłótnie. Nie dzisiaj, nie z nim.
– Już zaraz będzie ci cieplej – stwierdził, wracając do mnie. W sumie, może nie będzie aż tak źle tutaj, dzisiaj? Mam przy sobie Mikleo. Blisko, więc w razie jakichś problemów będę mógł go zasłonić swoim ciałem. Oczywiście trochę wątpiłem, by do tego doszło, bo nim ktokolwiek się zbliży albo wyczuje on, albo ja, albo Banshee, jednak dzięki temu, że jest tak blisko, czuję się lepiej.
– Może gdybym coś zjadł... Może byłoby ze mną lepiej – powiedziałem cicho, nagle wpadając na ten pomysł. Ludzka dusza na pewno mnie wzmocni, nawet lepiej, niż jego krew.
– Znów miałbyś... – Miki nie dokończył, a ja wyczułem, że nie jest zadowolony. Nie rozumiałem go w tej kwestii nigdy. Zawsze uważnie wybieram swoje ofiary, zawsze wybieram sobie tych najgorszych, których dusza przesiąknięta jest grzechem, a jak wiadomo, dla nas, demonów, najlepsze są te niewinne. Dla niego jednak się wstrzymuję, a i tak się mu to nie podoba.
– Chyba tak. Jeżeli to mi do jutra nie przejdzie, będę musiał spróbować tego rozwiązania. Nie mam czasu na taką słabość – mruknąłem, tuląc go do siebie. Nie był to jeszcze czas mojego polowania, nie tak dawno się posilałem, ale w ostateczności będę tego rozwiązania musiał spróbować, czy mu się to podoba, czy nie.
<Owieczko? c:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz