wtorek, 13 stycznia 2026

Od Eliana CD Serathiona

 I co ja teraz miałem zrobić? Spojrzeć prosto w jego oczy i powiedzieć mu nie? Trochę powinienem. Ten świat jest okrutny, i okropny, i bezduszny. Wiem, że on to wie, i niby mi obiecuje, że będzie ostrożny, i uważny, ale ja... sam nie wiem. Gdzieś czułem w głębi serca, że coś złego może się mu stać, kiedy to mnie nie ma obok niego. Czułem, że kiedy jednak powiem mu nie, będzie mu smutno. Poczuje zawód. I i tak zrobi co chce. Nawet się nie zorientuję, a on już mi zniknie z pola widzenia, a bawić się z nim kotka i myszkę już nie chciałem. Nie miałoby to sensu. 
– No dobrze. Ale po dwóch godzinach widzę cię w pokoju, na łóżku, grzecznie na mnie czekającego. Jeżeli zobaczę, że spóźniłeś się z powrotem chociażby sekundę, skończy się wychodzenie tak szybko jak się zaczęło – zarządziłem, nie ukrywając surowości. I jeszcze te ubrania... Czemu on musiał nosić tak obcisłe rzeczy? Przecież wszystko to widać aż za dobrze. Innych jednak nie miał rzeczy. Wszystkie były takie przylegające... No chyba, że te moje, ale ich do ludzi w życiu bym go nie wpuścił. – I trzeba ci kupić nowe spodnie. 
– Nowe spodnie? Ale po co? W tych wyglądam wspaniale – rzucił zadowolony, obracając się wokół własnej osi. 
– Aż zbyt wspaniale – mruknąłem, niezbyt szczęśliwy z tego powodu. To ciało należało w tym momencie tylko do mnie, tylko ja je mogłem podziwiać, mieć na wyłączność, a później on zakłada ubrania tak obcisłe, że w sumie wszystko widać. Prawie wszystko. Trochę wyobraźni, i już jest w oczach wieku rozebrany. 
– To kwestia mojego pięknego lica – powiedział, całując mnie w policzek. – No już, zaraz do ciebie wrócę. Czekaj grzecznie, mój chłopcze – dodał, po czym zabrał płaszcz i opuścił pokój. Naprawdę nie wiedziałem, po co on tam idzie sam. W końcu, co on zrobi? Nic nie jest w stanie nawet kupić, bo nie wziął żadnych pieniędzy. Oczywiście, gdyby poprosił, dałbym mu trochę gotówki, a on wyszedł bez. Może już szuka sobie kogoś innego? Może już mu się znudziłem? Tylko nie chce tracić dostępu do dobrej krwi, więc mnie trochę okłamuje? Nie, nie, nie o to chodzi, na pewno nie o to... mam nadzieję. Pozostaje mi tylko ona, i zaufanie mu, co z taką dziwną zazdrością nie jest takie proste. 
Nie mając nic innego do roboty, ogarnąłem się i ruszyłem na dół, by coś zjeść. Dona na szczęście za ladą nie stała, więc nie będzie mi nic wypominać, chociaż według mnie i tak nic złego nie nie zrobiłem. Stanąłem w obronie honoru tego, którego kocham. To nie jest w końcu żadna zbrodnia. Gdyby ktoś w ten sposób odzywał się do niej, lub do jej córki, też chciałaby, by ktoś zareagował. 

<Różyczko? c:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz