poniedziałek, 12 stycznia 2026

Od Serathiona CD Eliana

 Spojrzałem na niego, czując narastającą w nim podejrzliwość. A przecież nie chciałem zrobić nic złego, naprawdę. Chciałem się tylko przejść, nic poza tym. No… może jeszcze przy okazji rozejrzeć się za świątecznymi dodatkami.
- Chcę przejść się po mieście - Odezwałem się spokojnie. - Nie planuję niczego kupować. Po prostu obejrzę to i owo i wrócę, a ty w tym czasie zjesz coś, odpoczniesz, spędzisz chwilę bez mojego narzekania. Tak jak lubisz. - Nie upierałem się przy tym, że muszę iść sam, ale byłoby miło móc wyjść bez partnera, który znów zacznie marznąć i nie daj Boże zachoruje przeze mnie. Tego naprawdę bym nie chciał.
- Ja wcale nie narzekam na twoje gadanie - Odparł. - Wręcz przeciwnie. Lubię, kiedy do mnie mówisz… a jeszcze bardziej, kiedy do mnie głośno jęczysz. - Wyznał to z uśmiechem, który był dla mnie zaskakująco przyjemny szczery, ciepły, a przy tym po prostu ładny.
- Tobie zawsze tylko jedno w głowie - Zaśmiałem się, pochylając się, by pocałować go w usta. Potem uniosłem się z łóżka. - Mam dla ciebie propozycję nie do odrzucenia. - Poprawiłem koszulę, którą miałem na sobie, jego koszulę. - Wyjdę sam na dwie godziny. Jeśli nie wrócę na czas, będziesz mógł wyjść na miasto mnie poszukać i obiecuję, że już więcej nie pójdę nigdzie sam. Ale jeśli wrócę w ciągu tych dwóch godzin… pozwolisz mi od czasu do czasu wyjść samemu na spacer. - Mówiąc to, miałem nadzieję, że mi zaufa. Nie chciałem, by mnie kontrolował. Lubiłem nasze wspólne wyjścia, naprawdę, ale czasami potrzebowałem chwili tylko dla siebie. Zwłaszcza gdy próbowałem znaleźć coś odpowiedniego na jego świąteczny prezent.
Elian westchnął i powoli podniósł się do siadu.
- Nie odpuścisz, prawda? - Zapytał, unosząc jedną brew i wpatrując się we mnie uważnie.
- Niestety nie - Uśmiechnąłem się lekko. - Nie chcę, żebyś marzł. Poza tym potrafię o siebie zadbać. Nic mi się nie stanie. - Zsunąłem z siebie koszulę, odsłaniając ciało, nie po to, by go uwodzić, ale żeby przebrać się w bardziej dopasowane ubrania. Takie, w których będę wyglądał znacznie lepiej pośród ludzi.
Elian wpatrywał się we mnie jak w obraz, nie odpowiadając na moje pytanie. Jego spojrzenie błądziło po moim ciele z taką uwagą, jakby widział je po raz pierwszy, choć przecież znał je doskonale. A mimo to, wciąż podziwiał je z tą samą, niemal chłopięcą fascynacją.
- Hej, nie możesz się tak na mnie gapić - Rzuciłem z rozbawieniem, sięgając po obcisłe spodenki, wsuwając je na biodra. Materiał idealnie przylegał do ciała, podkreślając każdy szczegół, o którym dobrze wiedziałem, że przyciąga jego i innych uwagę.
Elian uniósł jedną brew, a w kąciku jego ust pojawił się ten znajomy, leniwy uśmiech.
- A dlaczego niby nie miałbym się przyglądać twojemu pięknemu ciału? - Zapytał spokojnie, jakby odpowiedź była oczywista.
Pokręciłem głową, podchodząc bliżej.
- Jak to dlaczego? - Zaśmiałem się cicho. -  Jeszcze się mną znudzisz. - Stanąłem tuż przed nim, tak blisko, że czułem ciepło jego ciała. Nachyliłem się i musnąłem jego usta krótkim, miękkim pocałunkiem, dokładnie takim, który zostawia niedosyt.
- To co, mogę wyjść? - Zapytałem ciszej, patrząc mu prosto w oczy. - Nie będziesz się martwił, prawda? - Jego dłonie zawisły na moment w powietrzu, jakby walczył sam ze sobą, ale ostatecznie tylko westchnął. - Grzecznie poczekasz? — dodałem z uśmiechem, kładąc dłoń na jego piersi. - Obiecuję, że wrócę w ciągu dwóch godzin. - Zatrzymałem na nim spojrzenie na ułamek sekundy dłużej, dokładnie wiedząc, że ta obietnica będzie chodzić mu po głowie przez cały czas mojej nieobecności.

<Elianie? C:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz