poniedziałek, 12 stycznia 2026

Od Eliana CD Serathiona

 Nie oponowałem. Czemu bym miał? Tu straciłem trochę krwi, tu energii na jego zerżnięci, i to wszystko w otoczeniu gorącej wody... tak, te wszystkie czynniki sprawiły, że czułem się trochę słabo, i byłem zmęczony. Jednakże, niczego nie żałowałem. Posłusznie podniosłem się z balii, dałem się wytrzeć, założyłem na siebie spodnie i ruszyłem do łóżka. Z ulgą opadłem na miękkie łóżko, jeszcze chwilę czekając na moją Różyczkę. Miałbym tak spać bez niej? Przecież się to nie godzi. W końcu do mnie przyszedł, tak przyjemnie cieplutki, co było zupełnie do niego niepodobne. Ale miła odmiana. Trochę tak, jakbym się przytulał do... cóż, żywego człowieka. Niby mi to nie przeszkadza na co dzień, ale kiedy mam już takie porównanie zdałem sobie sprawę, że jednak mi brakowało tego ciepła ciała, tylko bardziej podświadomie. 
– W końcu jesteś – wymruczałem zadowolony, tuląc go do siebie. 
– Ktoś musiał wysprzątać łazienkę. Pan przyszedł na gotowe i później sobie poszedł. I się dziwi, że mi to dużo czasu zajęło – prychnął oburzony, co oczywiście było tylko małym drażnieniem się. Raczej nie miał mi za złe takich rzeczy... co też było zaskakujące. Mile, że przyczynia się do sprzątania. Nie musi tego robić ciągle, ale raz na jakiś czas to bardzo miłe z jego strony. 
– Miło jest dla odmiany samemu nic nie robić – odpowiedziałem, tuląc go mocno do siebie.
– Już się tak nie ciesz, dzień dobroci dla zwierząt jest po prostu – na jego słowa uśmiechnąłem się pod nosem i zamknąłem oczy, powoli uspokajając oddech, i ciało. Miałem wszystko, czego potrzebowałem. Po co więc miałbym to zmieniać? 
Zasnąłem bardzo szybko, wykończony trochę tym dniem. I też wyjątkowo obudziłem się sam, bez żadnych pomocy ze strony Serathiona. Tym razem był cierpliwy, i chwała mu za to. Takie spokojne wybudzenie się ze snu to coś, czego bardzo potrzebowałem. Otworzyć spokojnie oczy, i ujrzeć obok jego piękną twarz. 
– Dzień dobry, śpiochu – odpowiedział, kładąc dłoń na moim policzku. 
– Dzień dobry, Różyczko – odparłem, po czym złożyłem na jego nosie delikatny pocałunek. – Masz jakieś plany na dzisiaj? 
– Plany... – zamyślił się, chwilami odpływając gdzieś indziej. – Nie, raczej nie. Czekam na zachód słońca, a później jak zwykle bym chciał z tobą pospacerować. Bo, samego mnie nie puścisz, prawda? 
– Po tym, jak cię wczoraj potraktował pierwszy lepszy pijak, trochę się boję. Wiem, jesteś silny, cwany, poradzisz sobie, ale martwię się, że coś ktoś zauważy. I odkryją, kim naprawdę jesteś – powiedziałem cicho, bawiąc się jego włosami. 
– Daj spokój, przez sto lat nikt mnie nie odkrył, to i teraz będę uważny. Chciałbym się trochę rozejrzeć, a jest zimno, i nie chce cię męczyć – odpowiedział, uśmiechając się do mnie uroczo. 
– Na pewno tylko o to chodzi? – delikatnie zmarszczyłem brwi, oczywiście mu nie ufając. Coś kombinuje. – Jeśli czegoś potrzebujesz, z chęcią ci to kupię. O ile oczywiście nie będzie to za drogie – zaproponowałem, gładząc jego policzek. 

<Różyczko? c:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz