To prawda, nie było aż tak źle. Zawsze mogła mi przecież powiedzieć, że go krzywdzę, że przeze mnie za chwilę zginie, że jestem zły i okrutny. Chociaż może i jestem? W końcu jestem wampirem, zawsze będę tym złym..
Westchnąłem cicho, kiwając delikatnie głową. Mój wzrok spoczął na jedzeniu leżącym na talerzu przed nim.
- Smacznego - Odezwałem się w końcu grzecznie, pozwalając mu spokojnie zjeść.
Sam jednak nie potrafiłem oderwać oczu od mięsa. Wyglądało… apetycznie. Zbyt apetycznie. To było dziwne, bo przecież nie jadłem ludzkiego jedzenia. Nigdy. A mimo to gdzieś głęboko, podświadomie, pojawiła się pokusa, by spróbować choć kawałek.
- Chcesz spróbować? - Zapytał nagle.
Zaskoczył mnie. Wiedział, że nie jem, a jednak… chciał mnie nakarmić? Przez moment wahałem się, rozważając konsekwencje. W sumie chętnie bym spróbował, choć nie miałem pojęcia, jak mój żołądek na to zareaguje.
- Chętnie spróbuję - Przyznałem w końcu.
Wziąłem niewielki kawałek mięsa i włożyłem go do ust. Smak był całkiem dobry. Zaskakująco dobry. Może jednak ludzkie jedzenie nie było mi aż tak obce? A jednak…
- Dobre - Powiedziałem po chwili. - Ale wolę tego nie jeść. Pozostanę przy twoich słodkościach, którymi mnie obdarowujesz. - Uśmiechnąłem się do niego zadziornie, robiąc to co robię najlepiej.
- Jutro znów dam ci odrobinę tej twojej słodkości - Rzucił lekko.
Doskonale wiedziałem, że nie powinien mnie tak rozpieszczać. Nie mogłem pić aż tyle jego krwi. Powinienem mu to powiedzieć, ostrzec go, zatrzymać. A jednak milczałem.
Nie dlatego, że nie miałem odwagi. Milczałem, bo nie chciałem, by ktoś nas usłyszał.
- Porozmawiamy o tym później - Mruknąłem, biorąc kolejny łyk napoju.
Udawałem, że zajmuję się czymś innym, gdy on jadł. Oczywiście obserwowałem ludzi, zawsze mnie fascynowali. Ich gesty, spojrzenia, sposób bycia..
Elian w końcu skończył posiłek, co przyjąłem z wyraźną ulgą. Chciałem już wracać do pokoju, z dala od ciekawskich spojrzeń Dony i innych obecnych tu ludzi. Czułem na sobie ich wzrok nachalny, oceniający, lepki.
Mężczyzna zabrał puste talerze, moją lampkę i swój kubek, po czym ruszył w stronę lady. Wystarczyła dosłownie chwila jego nieobecności. Naprzeciwko mnie usiadł ktoś obcy.
Nie znałem go, ale znałem ten uśmiech, byt pewny siebie, zbyt śliski. Uśmiechał się szarmancko, jakby uważał, że to wystarczy.
- Jak miło zobaczyć tu kogoś tak ślicznego - Odezwał się, nachylając się nieco w moją stronę. - Na ile można cię wynająć? Bo sądząc po tym, jak wyglądasz… i po tym, jak wygląda ten koleś, pewnie bierze cię tylko do zabawy. - Nie obraziłem się. Ludzie zawsze byli tacy sami. Seks, mocny alkohol, używki — to kręciło się w ich głowach. Beznadziejni. A jednak wciąż żywi.
- Cóż - Odezwałem się spokojnie, unosząc brew. - Na twoje nieszczęście nie umawiam się z ludźmi twojej klasy. - Podniosłem się z krzesła, gotów odejść.
- Nie stać cię na moje usługi - Dodałem chłodno. I pewnie bym odszedł.
Gdyby nie to, że nagle chwycił mnie za nadgarstek, zaciskając palce zbyt mocno, zbyt pewnie, jak ktoś, kto sądzi, że wolno mu wszystko.
Miałem ogromną ochotę użyć swoich mocy, by jasno pokazać mu, gdzie jest jego miejsce. Jednym ruchem, jednym spojrzeniem. Ale nie mogłem. Było tu zbyt wielu ludzi, zbyt wiele ciekawskich oczu. Nie chciałem robić problemów, nie sobie, lecz Elianowi. Temu, którego kochałem.
Zacisnąłem palce, czując, jak pod skórą pulsuje siła, której nie wolno mi było uwolnić.
- Słuchaj mnie uważnie - Syknąłem cicho, pochylając się w jego stronę. - Radzę ci odejść. Natychmiast. - Moje spojrzenie stwardniało. - W innym wypadku zaraz ci się dostanie. - Nie miałem pojęcia, jak użyć swojej siły tak, by nie zdradzić tego, kim naprawdę jestem. Jak skrzywdzić go… pozostając tylko „człowiekiem”.
- Agresywna dziwka, tego nie znałem - Na te słowa westchnąłem, no tak, tego można było się spodziewać po kimś takim.
- Nie jestem dziwką i nie jestem tobą zainteresowany odpierdol się - Syknąłem, mając nadzieję, że odpędzę go nim pojawi się Elian, zdecydowanie nie potrzebujemy problemów.
<Elianie? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz