niedziela, 11 stycznia 2026

Od Eliana CD Serathiona

 Odwróciłem się w stronę Serathiona w idealnym momencie. Zobaczyłem, jak zaczepia go jakiś mężczyzna, chwyta za nadgarstek i coś do niego mówi. Komuś się tam coś zdecydowanie pomyliło. Czując, jak wściekłość buzuje w moich żyłach, ruszyłem w ich stronę. Ale bym mu przywalił w mordę... musiałem się jednak powstrzymać. Dona na pewno nie chciałaby tu żadnych bójek, a i ja nie chciałbym jej podpadać, bo nawet jeżeli mnie lubi, jej cierpliwość też ma swoje granice, i chciałbym z nią utrzymać dobrą relację. Nie wyrzuciłaby mnie w takiej chwili na bruk, ale i tak nie chcę jej sprawić przykrości, i problemów. 
- Wydaje mi się, że nie chce z tobą iść – odezwałem się chłodno, kiedy znalazłem się wystarczająco blisko. Mężczyzna w popłochu odwrócił się w moim kierunku, a w twarz uderzył mnie zapach potu, i alkoholu. W takim razie Dona nie będzie miała mi za złe, jeżeli go wyrzucę na zbity pysk. Był już pijany, nie tylko wstawiony, a pijaków się tutaj nie toleruje. 
- Na ten wieczór może jest i twoją dziwką, ale pieniądze w końcu ci się skończą i zobaczymy, czy dalej będzie tak chętnie skakać na twoim kutasie. 
Tyle wystarczyło. Powiedział jedno zdanie, i to w zupełności mi wystarczyło, by wiedzieć, że zasługuje na solidną lepę na ryj. Zacisnąłem dłoń w pięść, ale nim spotkała się ona z jego twarzą, poczułem znajomy, chłodny dotyk. Serathion musiał wykorzystać moment i zaraz znalazł się za mną. I bardzo dobrze. Tu jest bezpieczny. Co prawda doskonale zdawałem sobie sprawę z tego, że jest na tyle silny, że poradziłby sobie beze mnie... tylko nie w tych warunkach. Jest drobny, wątły, żeby pokazać, jak silny jest, a dodatkowych pytań i podejrzeń nie potrzebujemy. 
- Nie rób niczego, czego byś później żałował – powiedział cicho. Coś, czego nie będę żałował...
Pijak znów otworzył usta, ale nic nie zdążył powiedzieć, bo moja pięść spotkała się z jego twarzą. Mężczyzna od razu upadł na podłogę, i po chwili wypluł jeden ze swoich zębów, co sprawiłoby mi satysfakcję. W karczmie nagle zapadła cisza, a atmosfera stała się cięższa. 
- Co tu się dzieje? - Dona podbiegła do nas, kiedy ja spokojnie brałem do rąk płaszcz swój, i mojej Różyczki, chcąc już wrócić do pokoju. 
- Jest pijany, przystawiał się do Serathiona i dodatkowo go obrażał. Ja go tylko... uspokoiłem – wyjaśniłem spokojnie, patrząc z obrzydzeniem na podnoszącego się z podłogi faceta. - Wyrzucić go? 
- Ja już sobie z nim poradzę, dziękuję, lepiej wracaj do siebie – znałem ten ton aż za dobrze. Była zła, ale za co? Tego stwierdzić nie potrafiłem. Kiwnąłem głową, złapałem za dłoń Serathiona i ruszyłem w stronę schodów. 
- Niepotrzebnie to zrobiłeś – odezwał się cicho wampir, kiedy znaleźliśmy się w bezpiecznych czterech ścianach. 
- Obrażał cię. Było to potrzebne. Wiem, że dałbyś sobie radę z takim łachudrą, ale musiałem. Jesteś mój, i muszę cię bronić – mruknąłem, odwieszając nasze płaszcze. Nikt go nie będzie wyzywał od dziwek i liczył na to, że rzucenie pieniędzmi w twarz pozwoli mu na spróbowanie go.

<Różyczko? C:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz