poniedziałek, 2 marca 2026

Od Daisuke CD Haru

 Dalej czułem tę straszną niepewność, która nie pozwalała mi się zrelaksować. Dalej z tyłu głowy zastanawiałem się, czy ich zaraz nie krzywdzę. Czy robię to dobrze. Haru do Takumi'ego podszedł zupełnie inaczej niż ja. Może jestem zbyt delikatny? Ale jak tu z nimi nie być delikatny? Przecież one były takie... malutkie. Delikatne. Właśnie, takie małe, a tak ogromny brzuch miałem... one to w moim brzuchu miały dopiero wygodnie. A ja się tak męczyłem z tym, by chociażby buta założyć. A jak mi coś upadło? To Haru musiał to podnosić. Szkoda, że nie wytrzymały w środku jeszcze nieco dłużej. Byłyby silniejsze. Większe. Nie martwiłbym się tak o nie. Zdecydowanie za wcześnie są tutaj wśród nas. Tyle ich może zabić... zwykły, niepozorny wirus. Albo nieporadny ja. 
- Ledwo powstrzymuję drżenie rąk – przyznałem, przystawiając córkę do drugiej, nietkniętej piersi. A może robię źle? Może powinienem najpierw osuszyć jedną pierś...? Rany, jak to przedziwnie brzmi w moich myślach, a co dopiero, gdybym miał to powiedzieć na głos. 
- Jeszcze kilka razy i się przyzwyczaisz. A średnio nasze maluchy będą jeść co dwie godziny, więc nabierzesz wprawy – powiedział łagodnie, zajmując się naszym synem doskonale. Od razu widać, kto tu chciał być rodzicem. Ja chciałem tylko dać mu szczęście. No i dałem mu podwójne szczęście, które to omal mnie nie zabiło. 
- Co dwie godziny... Nie wiem, jak ja później będę kontaktował – powiedziałem, zmartwiony tym faktem. Jak kobiety potrafiły sobie radzić same? Ja nie dość, że panikowałem, to jeszcze moje zmęczenie mnie zabije. I jeszcze jakoś w międzyczasie muszę jeść, myć się, troszkę chodzić... w tej chwili wycieczka do łazienki była dla mnie niemożliwa do wykonania. Wstałem z łóżka, i już upadłem na podłogę, nie ma co tu mówić o jakimkolwiek innym chodzeniu. 
- Jestem tu, i ci pomogę. Jest tu służba. Medyk przysłał tutaj położną, niedługo do ciebie zajrzy. Też na dniach odwiedzi ciebie i dzieci medyk. Już nie mówiąc o reszcie naszej dziwnej rodzinki, twoja babcia to już pięć razy się pytała, czy może odwiedzić ciebie i wnuki – odpowiedział, na co się delikatnie zastanowiłem. 
- A takie odwiedziny są dobre? Zwłaszcza, że ona jest chora? A jakby im niechcący jakiegoś paskudnego wirusa dała? Ich układ odpornościowy jest bardzo słaby, a tu się kręci tak dużo ludzi, tak dużo tych drobnoustrojów, wirusów, zagrożenia... - zmartwiłem się, wpatrując się w drobną twarzyczkę naszej córeczki, która jadła z przymkniętymi oczkami. Nie była tak zaangażowana, jak Takumi, robiła to delikatnie, niełapczywie. To uczucie nie było aż takie złe. 
- Są silne. Czuję to. Może to przez wilczą krew? - zasugerował, ostrożnie kładąc synka w ramionach. Czyli jemu już się odbiło, teraz chyba chce go powoli uśpić. - Ale oczywiście, to będzie twoja wola, czy ją do nich dopuścić. 
- Nie wiem. Może... zgodzę się, żeby je zobaczyła. Ale nie chcę, by je brała na ręce. Jeszcze nie. Chcę, żeby się przyzwyczaiły do tego świata. Nabrały sił. Mogą mieć wilczą krew, ale dalej też mają moją, ludzką, słabszą. Trzeba to mieć na uwadze – powiedziałem cicho, opierając Sayuri o moje ramię. Delikatnie klepać, by się odbiło... muszę to zapamiętać. 
- W porządku. Nie musisz się decydować teraz, najpierw chociaż trochę odpocząć, dojść do siebie. Kiedy już zasną, zabrać je od ciebie? - zaproponował, na co pokręciłem od razu głową. 
- Nie, chcę, by tu były. Blisko. Tylko wtedy będę miał pewność, że wszystko z nimi w porządku. Od razu zareaguję, kiedy będą mnie potrzebować. Nie chcę, byś je zabierał do innego pomieszczenia – powiedziałem, nie kryjąc strachu w głosie. Doskonale pamiętałem to uczucie, kiedy się obudziłem, i nie było ich obok. Nie chcę go czuć jeszcze raz. 

<Piesku? C:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz