Dziwnie mi było rozmawiać z kimś, kto w ogóle nie wie nic o morzu. W końcu, każdy troszkę wie co nieco o świecie, chociażby z książek, ze szkoły, z obrazów... on mógł nie opuszczać nigdy domu, ale jego rodzice? Na pewno trochę świata zwiedzić musieli. Może nie zdążyli mu opowiedzieć o wszystkim. Albo nie chcieli. W końcu, świat jest piękny, a młody wampir, po prostu młoda osoba chciałaby go zwiedzać. A nie dość, że jest wampirem, to jeszcze pierworodnym, który to miał zająć się przedłużaniem rodu. Wypuszczanie go w świat byłoby niebezpieczne. Zupełnie jak u ludzi. Ci wysoko urodzeni pierworodni są jednym z najgorszych typów ludzi. Wychuchani, wymuskani, i niewyżyci, bo ciągle trzymani pod kluczem. I to głównie wina rodziców. Chcą najlepiej dla swoich pociech, a tylko im szkodzą.
- Jak wygląda morze? - powtórzyłem, zastanawiając się nad jego pytaniem. - Wyobraź sobie jezioro, jezioro tak ogromne, że nie widzisz brzegów, tylko bezkresny horyzont. Niektórych taka otwarta przestrzeń przytłacza, potrafili panikować, ale mnie ten widok zawsze uspokajał. Kiedy jest piękne pogoda, przyjmuje piękny, niebieski kolor. Ty z kolei zobaczysz bezkresną czerń, tę bardziej tajemniczą stronę, albo romantyczną, jak kto woli. Mnóstwo par lubi właśnie nocą siedzieć na plaży, ale czy to dlatego, że jest romantycznie, czy może dlatego, że jest bardziej intymnie, to już pozostawiam do twojej interpretacji – powiedziałem, uśmiechając się delikatnie.
- Och? A skąd ty masz takie informacje, skoro nigdy z nikim w związku nie byłeś? Co ty robiłeś w nocy na plaży, kiedy inne pary cieszyły się sobą? - spytał rozbawiony. Jak to tak ujął... faktycznie, mogło zabrzmieć dziwnie.
- Polowałem. Pewien wampir korzystał z tej romantyczności. I wykorzystywał morze, by zabierało ciała. Kiedy je zwracało, było na tyle napęczniałe, nadgryzione i ogólnie zniszczone, że ciężko było stwierdzić, co tak naprawdę się stało. Ciężko mnie było rozpoznać ślady po waszych kłach, nie byłem pewien, ale coś mnie tknęło i postanowiłem zaryzykować. Trochę złota dzięki temu mi do kieszeni wpadło – oparłem głowę o jego skroń, wpatrując się w leniwie płonący ogień w kominku. - Może też spodobać ci się piasek tam. Jest zupełnie inny, niż tutaj, w głębi lądu. Tam jest taki miękki. Przyjemnie chodzić po nim w bosych stopach. Jest bardzo miękki.
- Dziwny pomysł – zmarszczył brwi. - Ale skoro to takie przyjemne, to spróbuję.
- Oczywiście, że spróbujesz. Nie odpuściłbym ci tego – uśmiechnąłem się do niego szeroko, co mógł dostrzec w stojącym przy kominku lustrze. Dziwnie nasze odbicie wyglądało. Szkoda, że nie mógł siebie zobaczyć. Spróbowałem mu pokazać, jak ja go widzę poprzez rysunek, ale nie wiem, czy mi się udało oddać to tak, jak ja bym chciał. Może, gdybym był artystą, miał jakiś talent, może bym był bardziej zadowolony. Powinienem kiedyś go zabrać do właśnie jakiegoś artysty, by nas namalował. Tylko musiałby to zrobić jakoś w nocy, to chyba byłoby najbardziej problematyczne... może kiedyś znajdziemy kogoś odpowiedniego. - No i także czeka nas randka. Nocny piknik. Co prawda, ja będę jeść przekąski, a ty pić wino, ale myślę, że nam taki podział pasować będzie – dodałem, wsuwając dłoń pod jego koszulę. Albo może raczej, moją koszulę, którą bezwstydnie sobie ukradł.
<Różyczko? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz