Naprawdę te kilka ranek aż tak nim wstrząnęło? Albo może fakt, że nie dopilnował tego małego czorta? Zdecydowanie za bardzo przesadzał. To tylko trochę zadrapań. Groziło mi wykrwawienie się, ale dzięki szybkiej pomocy wszystko było w porządku. No i jeszcze ta ręka. Faktycznie, z nią mogłem mieć problem, ale jeszcze proces leczenia się nie zakończył, więc starałem się być dobrej myśli. I pocieszał mnie fakt, że kiedy tylko wydobrzeję, za to małe zadrapanie utnę mu łeb.
– Daj spokój, mam przed sobą jeszcze kilka lat. Stary jestem tylko duchem – mówiłem spokojnie, ciepło, starając się go jakoś pocieszyć.
– Właśnie. Kilka lat. A powinieneś mieć przed sobą kilkanaście, jak nie kilkadziesiąt – powiedział, a w jego głosie wychwyciłem strach. Naprawdę się bał. Co to będzie, jak nabawię się czegoś naprawdę poważnego? Przecież on tu zwariuje. Przy zatruciu było już ze mną nie najciekawiej, i już ledwo to zniósł.
– Jak przeżyję kilkanaście, kilkadziesiąt lat, będę stary, brzydki i niedołężny. Nie możesz mnie takiego widzieć – powiedziałem żartobliwie, jak zwykle próbując obrócić to wszystko w żart. Może życie jest zbyt krótkie, a jego zdecydowanie zbty długie, by to wszystko tak brać do siebie. – W ogóle bym do ciebie nie pasował wyglądem, bo byłbym paskudny. Seksu też byśmy codziennie nie uprawiali, o ile w ogóle bym był w stanie to robić. No i krew. Krew starca na pewno nie jest ani smaczna, ani odżywcza dla ciebie.
Myślałem, że trochę go to rozbawi, a zamiast tego poczułem, jak uderza mnie w tył głowy. Nie za mocno, by nie zrobić mu krzywdy, ale wystarczająco mocno, bym poczuł, że plotę głupoty.
– Naprawdę sądzisz, że tylko na to patrzę? Na twój wygląd, krew, zdolność do uprawiania seksu? – spytał, a w jego głosie zamiast strachu usłyszałem złość.
– Sądzę, że to wszystko w naszej relacji jest ważne. Zaczęło się od krwi, seks to pogłębił, i w tym wszystkim wyglądowo ci się spodobałem, o czym nie raz głośno mówiłeś. Możesz się wypierać, ile chcesz, ale prawda jest taka, że gdyby nie te czynniki, pewnie nie skończylibyśmy w tym miejscu. I wcale się nie wybielam. Najpierw czułem, że jestem ci coś winny, więc starałem się te dług wdzięczności spłacić. Denerwowałeś mnie, więc chciałem ci zetrzeć ten uśmieszek z twarzy. A że jeszcze mi się wyjątkowo podobałeś... jak mówiłem, pewne czynniki są w naszej relacji ważne. A starość to nic przyjemnego. Choroby, problemy, niedołężność... chciałbym tego uniknąć. I nie chciałbym, byś musiał na to patrzeć – dodałem, już nieco bardziej poważnie. Tak bardzo chce, żebym żył długo, ale w ogóle nie bierze pod uwagę, czy ja tego chcę. Starość to coś, czego w tym świecie chciałbym uniknąć. Byłbym dla niego obciążeniem. Stałbym się dla niego obrzydliwy. I z moim szczęściem miałbym chorobę, przez którą powoli bym go zapominał. To byłoby coś strasznego. Przywykłem do myśli, że nigdy nie dożyję starości, i z tym jakoś tak mi trochę lepiej.
<Różyczko? c:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz