Oczywiście, że seks był ważny. Nasze upodobania również odgrywały ogromną rolę. Jego krew, którą tak bardzo lubiłem, długo trzymała mnie przy nim. Jednak to nie oznaczało, że patrzyłem tylko na to. Z czasem moje podejście do niego całkowicie się zmieniło.
Dziś chcę z nim być, bo czuję, że go kocham. I nawet gdyby jego krew przestała być tak cudownie słodka, nawet gdyby jego ciało nie było już zdolne do fizycznej miłości, ja wciąż chciałbym być przy nim. Teraz nie mogę ani pić jego krwi, ani korzystać z bliskości jego ciała, a mimo to nie odszedłem. Jestem tutaj. Przy nim. I chcę tu być.
Zależy mi na jego dobru, na jego zdrowiu i na naszym wspólnym szczęściu, nie tylko na fizycznych przyjemnościach, które na początku wydawały się najważniejsze. Zrozumiałem, że to nie one budują prawdziwą więź. Liczy się to, kim dla siebie jesteśmy, wsparcie, troska i obecność.
Naprawdę się zmieniłem. I to tak bardzo, że czasem sam siebie nie poznaję.
- Masz rację. To jest ważne. Zawsze było i zawsze będzie… ale nie jest to najważniejsze. Myślę, że nawet gdybyś był kiedyś stary i spróchniały, i tak bym cię kochał. A jeśli trzeba, opiekowałbym się tobą do końca - Stwierdziłem cicho, ostrożnie kładąc się obok niego na łóżku bardzo uważając, by nie dotknąć jego rany.
Na chwilę zapadła cisza, ciepła i spokojna. Cisza która zdecydowanie nam nie przeszkadzał.
- Poza tym… coś mi obiecałeś. I liczę na to, że dotrzymasz słowa - Dodałem z lekkim uśmiechem, nawet nie przypominając mu, o jaką obietnicę chodzi. Niech sam pomyśli, w końcu jest kumaty jeśli tylko chce.
- Obiecałem? - Uniósł brwi z udawanym zdziwieniem. - A cóż takiego mogłem ci obiecać? - Dopytał, ale mimo tego tonu w jego głosie było coś miękkiego. Mimowolnie przytulił mnie do siebie, jakby bał się, że mógłbym mu właśnie zniknąć.
- Nie pamiętasz? No wiesz ty co… - Westchnąłem teatralnie, udając zawiedzionego jego słabą pamięcią. - No dobrze. A kto mi obiecał, że dotrzemy kiedyś nad morze? I kto mówił o małym domku, w którym będziemy razem cieszyć się codziennością? Już o tym nie pamiętasz? - Patrzyłem mu prosto w oczy, a na jego twarzy od razu dostrzegłem rozbawienie.
- Ach, no tak. Głupi ja. Jak mogłem o tym zapomnieć? - Zaśmiał się cicho, przyciągając mnie bliżej. Złożył delikatny pocałunek na moim czole, jakby chciał nim przypieczętować każde słowo.
- Dotrzemy nad morze. Tego możesz być pewien - Zapewnił mnie spokojnie.
W jego głosie nie było ani cienia wahania. Ani odrobiny kłamstwa. Wierzył w to, co mówił. I nie zamierzał zmieniać zdania.
Przez chwilę nawet chciałem wyobrazić sobie to morze ale nie do końca wiedziałem jeszcze jak..
Aż chciałbym zobaczyć je na własne oczy. Niewiele wiem o morzu, tylko tyle, ile on mi o nim opowiadał, a jednak czuję, że byłbym tam szczęśliwy. Bo wszędzie, gdzie on będzie, tam jest mój dom.
- Powiedz mi coś więcej o morzu - Poprosiłem cicho. - Jak mam je sobie wyobrazić? - Chciałem choć na chwilę odciąć się od codzienności. Od tego wszystkiego, co było tu i teraz. Chciałem zamknąć oczy i zobaczyć coś innego, coś co może kiedyś naprawdę będzie nasze..
<Elianie? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz