Uśmiechnąłem się lekko na jego pytanie, sięgając po pieluszkę i rozkładając ją ostrożnie na jego ramieniu.
- Połóż go sobie na ramieniu i delikatnie głaszcz po plecach. Teraz musi mu się odbić, dopiero wtedy będzie mógł spokojnie zasnąć - Wyjaśniłem cierpliwie. Wiedziałem, jak ważne jest to po karmieniu. Jeśli odłoży się malucha zbyt szybko na plecy, może zakrztusić się mlekiem, które dopiero co wypił, a tego przecież za wszelką cenę chcieliśmy uniknąć.
Mój panicz zrobił dokładnie to, o czym mówiłem. Ostrożnie uniósł malucha i ułożył go na swoim ramieniu, podtrzymując pewnie jedną dłonią jego główkę. Drugą zaczęła delikatnie gładzić jego plecki, wykonując powolne, uspokajające ruchy. W pokoju zrobiło się cicho, słychać było tylko miękki szelest materiału i spokojny oddech dziecka.
- I co dalej? - Dopytał z wyraźną troską w głosie. Przejmował się tym wszystkim bardziej, niż było to konieczne. Widziałem napięcie w jego ramionach i sposób, w jaki obserwował każdy, najmniejszy ruch dziecka. Powinien trochę się rozluźnić, dzieci wyczuwają stres szybciej, niż nam się wydaje.
Uśmiechnąłem się do niego uspokajająco, kołysząc w ramionach dziewczynkę, która poruszała wesoło rączkami, jakby próbowała złapać powietrze albo zaprosić świat do zabawy.
- Czekamy - Odpowiedziałem spokojnie. - Jeśli nie odbije mu się, zanim Sayuri zacznie płakać, zamienimy się. Ty nakarmisz małą, a ja zajmę się Takumim. Damy radę, spokojnie. - Dziewczynka wydała z siebie cichy, zadowolony dźwięk, wtulając się mocniej w moje ramię. W takich chwilach wszystko wydawało się prostsze, wystarczyło tylko być obok, cierpliwie czekać i ufać, że razem nauczymy się tego nowego świata.
- Podziwiam twoje podejście. Jesteś taki spokojny, mimo że nasze dzieci w każdej chwili mogą zacząć płakać - Powiedział cicho, jakby bał się, że samą myślą mógłby je obudzić.
Spojrzałem na niego kątem oka i uśmiechnąłem się łagodnie. Wiedziałem, że Daisuke się boi. To było widać w sposobie, w jaki napinał ramiona, w tym, jak uważnie wsłuchiwał się w każdy, nawet najcichszy dźwięk. W końcu nasze maluszki dopiero co pojawiły się na świecie. Były takie drobne, kruche i całkowicie od nas zależne.
Ale strach nie oznaczał słabości, oznaczał, że mu zależy.
- Też się boję na swój sposób - Przyznałem spokojnie. - Po prostu staram się tego nie okazywać. One i tak wszystko czują. - Przesunąłem delikatnie dłonią po maleńkich pleckach dziewczynki, czując pod palcami jej ciepło i spokojny oddech. - Nic im nie zrobimy - Dodałem ciszej, bardziej do niego niż do siebie. - Będziemy się uczyć razem z nimi. I dobrze się nimi zaopiekujemy. Wiem to. - Byłem tego pewien. Nie dlatego, że wszystko potrafiliśmy. Ale dlatego, że oboje chcieliśmy dla nich jak najlepiej. A czasem to wystarczało.
Daisuke westchnął cicho, uchylając usta, jakby chciał coś powiedzieć. Nie zdążył jednak, ciszę przeciął nagły, coraz donośniejszy płacz Sayuri.
A więc teraz przyszła kolej na nią.
- Wygląda na to, że teraz ona jest głodna - Odezwałem się spokojnie, choć w jej płaczu było coś naglącego, co przyspieszało bicie serca.
Ostrożnie podałem mu córeczkę, czując, jak jej maleńkie paluszki zaciskają się na materiale mojego rękawa. W tym samym czasie przejąłem od niego synka. Ułożyłem go pewnie na swoim ramieniu, podtrzymując główkę, i delikatnie poklepałem po pleckach, pomagając mu się odbić.
- Widzisz? - Mruknąłem łagodnie. - Idzie nam coraz lepiej - Stwierdziłem, racząc go ciepłym uśmiechem.
<Paniczu? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz